dragonlance po polsku
Od pierwszego zetknięcia z fantastyką wyższej klasy zastanawiałem się nad fenomenem Dragonlance. Co sprawia, że ludzie spędzają godziny nad tym beznadziejnym grafomaństwem. Rozumiem jeszcze osoby, które świeżo zetknęły się z D&D, zagłębiają się w świat erpegie i każda chwila spędzona w tym uniwersum powoduje u nich wypieki na twarzy. Ale przecież prędzej czy później muszą (choćby przypadkowo) trafić na jakąś fantastykę z wyższej półki, a wtedy, przez proste porównanie, nietrudno stwierdzić jakim to szmelcem zajmowali się do tej pory. Niestety, tak się nie dzieje i kolejne cykle Dragonlance sprzedają się równie dobrze jak nieśmiertelna smocza trylogia w czterech tomach.
Po zagłębieniu się w polską fantastykę z radością stwierdziłem, że za co nie sięgnę to dobre. Kiedy jeszcze czasem Dragonlance przeszło mi przez myśl, to jedynie w kontekście - "my to mamy tyle dobrej fantastyki, że nikt by takiego szmelcu nie wydał". Po pewnym czasie jednak trafiłem na postać inkwizytora (o ile mnie pamięć nie myli) Mordimera Madderdina. Sztampowa historia, postacie stereotypowe, ale okej - to przecież debiutant, wyrobi się, trzeba młodym dać szansę. Ale pojawiły się głosy, jaka to ciekawa postać (ktoś to musi mieć naprawdę nudne życie, skoro dla niego to ciekawa postać ..) i żeby mu dać szansę i niech żyje dalej. I żyje, kolejne dwa tomy. Ale ja nie o nim chciałem.
Ja o "Achaji" Ziemiańskiego. Z postacią zetknąłem się już dawno w jakimś opowiadaniu w "Science Fiction" (czy innej "Nowej Fantastyce") i opowiadanko mi przypadło do gustu, niegłupia dziewoja, która biega i z gracja samuraja morduje wrogów. Nie powiem, czytało się przyjemnie. Czar prysł jak sięgnąłem po pierwsze dwa tomy powieści.
Uwaga, spojlery. Zresztą, po co ostrzegać, po mojej 'reklamie' nie sądzę, żeby komuś chciało się przez to samemu przedzierać.
Mamy młodą (chyba przezd 16 rokiem życia) księżniczkę, która w wyniku jakichś dziwnych intryg knutych przez jej jeszcze dziwniejszą macochę (dostającą orgazmu przy upokarzaniu przybranej córki) trafia do wojska. Wojsko widać bardzo infantylnie, może to taki celowy zabieg artystyczny mający ukazać dziecięcość głównej bohaterki w starciu z brutalną wojskową rzeczywistością. Ja jednak pomyślałem o niedojrzałym warsztacie autora raczej. Ale wracając do bohaterki (to słowo tutaj wyjątkowo dobrze pasuje), to jakoś się ona w tym wojsku zadamawia, przestaje być szykanowana. Ba, nawet już sama szykanuje. Wyrusza na wojnę, trafia do niewoli, gdzie jedząc robaki i całymi dniami gołymi rękoma (prawie) krusząc skały uczy się (wieczorami, od towarzysza niedoli) jak zostać potężnym wojownikiem. No i zostaje, ucieka z niewoli, zostaje dziwką, potem wieśniaczką, tylko po to aby, prawie prosto od pługa oderwana, została wcielona do jakiejś lesbijskiej armii, gdzie ratując dwa tysiące koleżanek zostaje księżniczką. I to dopiero połowa drugiego (z trzech tomów). Jezu.. Toż Raistlin nawet przy niej odpada.
A świat naokoło niewiele lepszy. Są nawiązania do naszego, np. w postaci rewolucji wraz z przeniesieniem nieśmiertelnej sceny na schodach z "Pancernika Potiomkin". Autor tak łobuzernie mruga do czytelnika, że aż najchętniej wbiłbym mu widelec w oko.
Tyle tego dobrego, zawiodłem się po prostu. Mocno. I to na tak polecanym "dziele".
Co dwie głowy to nie jedna.
Obraza uczuć religijnych i znieważenie głów państwa. Tych przestępstw, zdaniem poznańskiego PiS, mieli dopuścić się twórcy plakatu z sylwetką Matki Boskiej zaopatrzoną w twarz zbliżoną do głowy Hitlera i trzymającą dwie głowy postaci podobnych do braci Kaczyńskich.
Zawsze wydawało mi się, że głowa państwa jest tylko jedna. Chyba, że jak mawia Jaro - mnie jest dwóch, to głów też będzie dwóch
.
RAZ, dwa, trzy
Kiedy w 1939 na Polskę waliły się hitlerowskie armie pancerne, oburzeni intelektualiści z Francji i Anglii krzyczeli, że tę wojnę wywołali Polacy, bo nie chcieli Niemcom oddać Gdańska. A gwiazdor piosenki, Maurice Chevalieur, rozanielał słuchaczy śpiewając "niech głupi idą umierać za Gdańsk". Choćby przez pamięć tych wydarzeń, już kto jak kto, ale Polak żadną miarą nie powinien się przyłączać do antyizraelskiego plugastwa. #
Brawo, zagramy na patriotycznej nucie zawiedzionych nadziei, mimo iż ma się nijak do obecnej sytuacji, żeby potem pokazać jak plugawym zdrajcą jest taki wielbiciel Arabów. Brakuje jeszcze stwierdzenia "My biali ludzie musimy trzymać się razem".
Zawsze są po stronie bandyty przeciwko ofierze. Nigdy odwrotnie. I dziś też nie mogą wybaczyć Izraelczykom, że usiłują się bronić. Że zamiast grzecznie dać się wymordować i "zepchnąć" do morza, mają czelność rozpętywać zbrojny konflikt.
Najwyraźniej RAZ nie pamięta już co pisał o Czeczeńcach, tych bandytach, którzy ośmielili się walczyć zanim Rosja ich naród do końca eksterminuje. Pewnie różnica jest taka, że Czeczeni nie mają dostępu do morza, do którego możnaby ich zepchnąć i nie walczą z tymi plugawymi Arabami.
Ach, zapomniałbym, przecież Biesłana to był "zły i paskudny terroryzm", a artyleryjskie równanie z ziemią miasta, wraz z zamieszkałymi cywilami, to "działania wojenne".
Panie Ziemkiewicz, zająłby się pan fantastyką lepiej. To Panu świetnie wychodzi.
Bydło.
Idioci. Widać, że nie zasłużyli Włosi na tytuł mistrza. Nie tylko ze wzgędu na Marco Materazziego.
Szklanym okiem w szklany ekran
W jesiennej "ramówce" TVP nie będzie już "Czterech pancernych i psa" i "Kapitana Klossa", o co apelowali do władz telewizji kombatanci z Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych (POKiN) w Krakowie - poinformował rzecznik POKiN Jerzy Bukowski
(...) Jak poinformował Bukowski, stanowisko to kombatanci przyjęli z zadowoleniem. W piśmie do prezesa TVP Bronisława Wildsteina podnosili m.in., że "te wykwity komunistycznej propagandy dawno powinny być odesłane do telewizyjnego lamusa". "Jest skandalem, że w największym medium niepodległej Rzeczypospolitej do znudzenia lansuje się kłamliwą wersję dziejów rodem spod ogona psa Szarika" - pisali kombatanci. #
No i zdjęli moje dwa ulubione polskie seriale. Owszem, robione z naszym "odwiecznym sojusznikiem" i pełne przekłamań, ale nadal o niebo lepsze od dzisiejszych Glin, Obławy, czy jak się ten quasi-amerykański sensacyjny szmelc nazywa. Zero klasy, dialogi nie te, brak klimatu. A ja myślałem, że w polskiej telewizji nie może być gorzej.
A obcokrajowcy nadal nie wierzą, że u nas w telewizji funkcjonuje instytucja lektora. Po prostu to dla nich niepojęte. Może tym powinien się raczej pan prezes Wildstein zająć.
Z innych wieści, nie mogę czytać wywiadów z Jarkiem Kaczyńskim (z Leszkiem zresztą też nie). Te bzury propagandowe, które wygaduje, ta głęboko żywiona nienawiść do szczerości i prostych wypowiedzi, te wtrącana piękne polskie słowa jak "imposibilizm". Po prostu aż dostaję skrętu kiszek. Tutaj chyba nawet GreaseMonkey nie pomoże i przeczytanie codziennych wiadomości musi po prostu wiązać się ze wzrostem poziomu irytacji.