co kraj to wymówka

- Przepraszamy, ale nie możemy dalej uczestniczyć w zajęciach. Idziemy oglądać mecz.
- Oczywiście, nie ma problemu.

Po takim dialogu z prowadzącym czterech studentów wychodzi z ćwiczeń. A mecz nie byle jaki, toż to przecież Barcelona - Benfica.

 

dia da mulher

Coraz bardziej lubię ten kraj. Tutaj na dzień kobiet nie ma żadnych kwiatów, czekoladek, pierdółek. Nie ma wystrojonych kolesi z różami, ani składania wszystkim znajomym nieobdarzonym szeroką gamą chromosomów życzeń. Są za to męskie striptizy w knajpach i darmowe drinki. I tak chyba kobiety powinny to (nie należące do moich ulubionych) święto obchodzić.

Możnaby powiedzieć, że na ulicach dzień jak codzień, gdyby nie to, że Benfica wygrała 2:0 z Liverpoolem i samochody trąbią, a ludzie śpiewają.

 

portugalski black metal wokalnie nie różni się od polskiego

Chcąc chłonąć obcą kulturę w miarę jej i moich możliwości wybrałem się razu pewnego (czyt. dzisiaj, choć formalnie dzień to był wczorajszy) na koncert dwóch portugalskich zespołów black metalowych, o klasycznych nazwach, znaczy na tyle tru, że pod logiem zespołu umieszczano jego nazwę inną, czytelną dla odmiany, czcionką. Otrzymawszy mimo godzinnego spóźnienia bilet o niewygórowanym numerze dwudziestym trzecim, konsumując piwo zająłem miejsce pod ścianą przytłoczony dwudziesto dwuosobowym tłumem, odzianym równo i bez wyjątku w skóry, większości w postaci kurtek, ale można też było przyuważyć inne części garderoby. Koncert nie zawiódł mych oczekiwań, ichnie wydanie tego gatunku muzycznego stanowi dla mnie takąż samą osobliwość jak wydanie polskie, a w jakim języku śpiewają mogłem oczywiście jedynie zgadywać.

Już po zakończonym (przynajmniej dla mnie, zmęczonego owymi mrocznymi rytmami) koncercie uciąłem sobie krótką pogawedkę z parą miejscowych, których uczucie w mojej ojczyźnie nie miałoby prawa przetrwać. On - śpiewający 'ninguem para o Benfica' kibic tegorocznych pogromców Manchesteru, ona - przewiązana zielonym szalikiem Sportingu. Oboje czekający na swoje dogasające przy barze drinki umilili i mi owo oczekwianie chwilą rozmowy. Na moje zdziwienie, że razem oglądali dzisiejszy mecz, w którym wspomniany Sporting rozniósł równie wspomnianą Benficę trzy do jednego, odpowiedzieli równie co moja zdziwionymi minami. W ich przypadku zamiłowanie do piłki łączy, a nie dzieli, mimo różnych drużyn.

A teraz z uczuciem spełnionego grafomana czas iść spać.

 

projekt w portugalskim stylu

Przed świętami dostałem do napisania kolejny projekt z Publikacji Cyfrowych. Wraz z kolegą mieliśmy napisać skrypt do zamiany danych z bazy księgowości do postaci XML jaką życzy sobie otrzymać tamtejsze ministerstwo finansów (albo też urząd skarbowy, pewien nie jestem). W końcu projekt z prawdziwego zdarzenia, klient, założenia, a co najważniejsze, ktoś kiedyś będzie teog używał. Podobnie było poniekąd z poprzednim projektem z tego przedmiotu dla miejscowego szpitala, ale jakoś tam nie znając języka i nie uczestnicząc w spotkaniach jakoś nie widziałem jak to się w końcu skończyło.

No to zabraliśmy się do roboty, dane otrzymywane w CSV (oczywiście zbastardyzowanym, bo rozdzielanym średnikami), prosty programik do zamiany na XML jest, jakoś to wszystko obudować i zwalidować czy dane są dobrej postaci, czy nie wkradł się błąd. I pierwszy psikus, ów napisany w C csv2xml wysypuje się na plikach utf-16. Nie zmniejszyło to jednak mojego zapału i popełniłem krótki skrypt w Rubym, czyniący mniej więcej to samo, tyle że dla odmiany skutecznie.

Czas na chochlika numer dwa - stworzony plik xml (o płaskiej strukturze, bo przecież stworzony z csv) nie ma żadnej z właściwości bogato rozbudowanej, drzewiastej struktury prezentowanej w załączonej schemie. Ba, nie ma nawet części z wymaganych pól. Można to nawet ustalić jednym rzutem oka, bez pomocy walidatora obsługującego xsd, napisanego w Javie, którego wynalazł mój kolega. No to w takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak wizyta u "klienta". Tam wykładowca mówi to co my obaj myślimy, że generowanie tego xmla z pdoanego csv nie ma najmniejszego sensu.

Efektem jest zmiana profilu naszych działań. CSVem się już zajmować nie będziemy, jedynie pozostaje napisać validator dla już jakoś tam wygenerowanych xmli względem podanego xsd. Po bliższym przyjrzeniu się jednak przykładowym danym (autentyczne dane osobowe pracowników uniwersytetu) i plikowi xsd dochdozimy do wniosku, że to chyba jakiś żart, bo nie ma między nimi żadnego podobieństwa. Pomijając już fakt, że według xsd dokument nie powinien posiadać znacznika korzennego (ang. root tag), co oile dobrze pamiętam, stoi w konflikcie ze specyfikacją xml. Ale to detal.

Istnieje możliwość, że to po prostu nowy format rządowych danych, a nie jakaś głupia pomyłka i będziemy wtedy zajmować się przerabianiem istniejących prowizorycznych skryptów, aby mieli w księgowości co w marcu wysłać. Ale w głębi serca mam nadzieję, że nikt nie będzie widział co, jak i dlaczego i stwierdzą, że nie mają pojęcia jak ten projekt by miał się dalej toczyć, więc go zakończą. Co by mnie specjalnie nie zdziwiło. I ucieszyło, bo niedobitki entuzjazmu też już uleciały.

Ale nie jest tak źle, skrypt csv2xml.rb się pewnie kiedyś przyda, a i walidator z użyciem xsd również. Bo te ostatnie trudno jakoś znaleźć w satysfakcjonującej postaci (czyt. offline).

 

festa de semaforo

Podziwiam portugalskie zacięcie do organizowania coraz to nowych pretekstów do imprez, na których po prostu musisz być. W ten piątek jest polskie party niepodległościowe, za tydzień erazmusowe party, a za dwa - hiszpańskie party. Pomijając oczwiście te, które odbywają się co tydzień.

A wczoraj było tytułowe "Traffic lights party". Impreza gdzie na wejściu oznaczało się swoją dostępność przez naklejenie odpowiedniego koloru (czerwony/żółty/zielony), aby pijani bywalcy wiedzieli czy jest sens zagadywać. Leniwy naród, ale pomysł niegłupi. Oczywiście obecność obowiązkowa.

A dzisiaj po dwóch tygodniach zmagań z okolicznościami losu i własnym lenistwem chyba w końcu oddam pierwszą część zadań z Computação. Ale nigdy nic nie wiadomo.

Update - a frekwencja na zajęciach o 9 wyniosła 50%. I tak zaskakująco wysoka. Jakoś mało socjalni ci informatycy.