Etiopski jazz
Ostatnio zawitałem na antenie Radia Afera goszcząc w audycji Alternatywne Brambory. Puściliśmy z Bartkiem Synowcem trochę etiopskiego jazzu/swingu i pogadaliśmy o podróżowaniu.
Jeśli ktoś jest ciekawy tej muzyki, to poniżej nagranie z programu. Jak ktoś woli offline, to można również je ściągnąć w formacie mp3. Miłego słuchania.
O ile dobrze pamiętam, playlista audycji wyglądała następująco:
- Mulatu Astatke - Metche dershe
- Mulatu Astatke - Yekermo sew
- Mulatu Astatke - Kasalefkut hulu
- Feqadu Amde-Mesqel - Asmarina
- Girma Hadgu - Ene alantchi alnorem
- Tesfa-Maryam Kidane - Yetesfa tezeta
- Girma Beyene - Yebeqagnal
Etiopska kuchnia
Porządkując tegoroczne zdjęcia natrafiłem na kilka, które mi swego czasu umknęły, a mogą posłużyć do ilustracji ciekawego tematu jakim jest etiopska kuchnia. Czas więc nadrobić tę zaległość.
Podstawowym elementem tamtejszego systemu żywienia jest injera - taki naleśnikowy odpowiednik naszego chleba i ziemniaków w jednym. Co więcej, pełni on też funkcję talerza i sztućców, bo posiłki często podawane są bezpośrednio na nim, a jedzenie bierzesz do ust rękoma, poprzez oderwane kawałki tego placka. Brzmi świetnie (a przynajmniej mi się ta idea bardzo podoba), ale w praktyce zwykle ten placek sam w sobie jest strasznie kwaśny i wygląda jak stara ściera.
Do tego placka mamy różnego rodzaju sosy, z tego dużą dozę wegetariańskich, jako że religijne posty zdarzają się tam dość często (ortodoksyjni chrześcijanie nie jedzą mięsa w środy, piątki i cały Wielki Post). Głównym ich składnikiem jest czerwona cebula i berbere - taka ostra przyprawa. Powyżej zdjęcie Bozena Shiro - widzimy injerę, ostry sos (który faktycznie nadaje nazwę całej potrawie) i sałatkę.
Oczywiście, do tego wszyskiego dochodzą jeszcze różnego rodzaju mięsiwa, przyrządzane głównie sauté. Takie danie nosi nazwę tibs i jest zwykle całkiem smaczne. Miłośników wieprzowiny może zmartwić fakt, że tego zwierzaka raczej w Etiopii nie spożyjemy, jako że żadna z dwóch dominujących religii (ortodoksyjne chrześciaństwo i islam) na to nie zezwala. Poniżej zdjęcie ukazujące konsumpcję tibs.
Z ciekawych dań tamtejszej kuchni dość popularne jest surowe mięso. Ja próbowałem w wersji zwanej gored gored, czyli po prostu pokrojona w kawałki surowa wołowina, obtoczona w sosie z cytryny z dodatkiem ostrych przypraw. Niestety, nie spożywałem tego w tak pięknych okolicznościach przyrody jak Andrew Zimmern, ale i tak było ciekawie.
Podsumowując, nie byłem specjalnie zachwycony tamtejszą sztuką kulinarną, ale jeśli potraktować to jako krótką odmianę, to jest całkiem ciekawa. Z początku nie było mi łatwo się przestawić, gdyż jest to pewnego rodzaju acquired taste. Ale w kraju, gdzie spaghetti carbonara oznacza jajecznicę z makaronem, a sałatka warzywna - gotowane ziemniaki, to wiele rzeczy można zaakceptować.












