San Pedro, Belize
Belize nie jest jednak takim rajem na ziemi jak się może wydawać. Kryzys trafił i tutaj, turystów w tym roku ponoć znacznie mniej niż w zeszłym, znęconych słońcem instruktorów nurkowania coraz więcej, podobnie jak różnych licencji i ubezpieczeń do opłacenia. Biurokracja jak w krajach rozwiniętych, ale tak naprawdę to wciąż trzeci świat. Ceny znacznie wyższe niż w Meksyku (paliwa nawet dwukrotnie), a zarobki jeśli cokolwiek wyższe, to niewiele. Szczególnie widać to na San Pedro, gdzie wszystkie towary trzeba dowozić drogą wodną (ewentualnie lotniczą), ale wystarczy nawet krótki spacer po Belize City, aby to dostrzec.
Podwodne okolice San Pedro, Belize
Przebywając na San Pedro żal nie zanurkować w tamtejszych pięknych wodach. My poświęciliśmy na to dwa dni, w czasie których zajęliśmy się snorklingiem (nurkowanie bez sprzętu, jedynie z maską i rurką).
Tuż pod powierzchnią można zobaczyć piękny świat kolorowych raf koralowych, ławic ryb, rekiny, płaszczki i wiele innych pięknych elementów podwodnego świata. A całe to dobrodziejstwo natury na (zabronione) wyciągnięcie ręki.
San Pedro, Belize
A właściwie Ambergris Caye, jak brzmi prawdziwa nazwa tej wyspy, to miejsce stworzone dla wielbicieli reggae, blantów i sportów wodnych. Wszyscy chadzają uśmiechnięci, z glośników naokoło leci Bob Marley, albo jakiś punta rock, a co 100 metrów jest jakaś agencja proponująca wyprawy nurkowe. Głównym środkiem komunikacji są rowery i wózki golfowe. Po prostu chill, luz i sporty plażowe.
Corozal
Mała miejscowość na północy Belize, do której przyjechaliśmy magicznym autobusem z Chetumal (odjazd o 14.30, na miejscu o 14.30). Poza przystanią, z której można odpłynąć na wyspę San Pedro, do backpackerskiego raju, i młodzieżą ćwiczącą układ choreograficzny do "Mam talent - Michael Jackson Edition", nie ma tu nic specjalnie godnego uwagi.