Never ever rest

Jak byłem mały to z lubością oglądałem na, teraz już chyba zapomnianym, kanale Polonia 1 "Fort Boyard" i rozmyślałem jak zajebiście byłoby wziąć udział w czymś takim, jednocześnie dziwiąc się dlaczego startują w tym same pokraki.

Teraz, szukając w odmętach sieci filmu Cerro Torre - Krzyk kamienia, trafiłem na drugie show, które wzbudziło we mnie takie myśli. Tylko bez tych pokrak.

Everest: Beyond the Limit to zrealizowane przez Discovery Channel reality show, w którym Russell Brice prowadzi komercyjną wyprawę na najwyższą górę świata (przynajmniej według jednej z możliwych metryk). Mamy piękne krajobrazy, opis wejścia i krok po kroku relacje z ataku szczytowego. Poza tym mamy również denerwujące udawanie wielkich emocji, przerwy na reklamy i całą tą otoczkę wielkiego show, która jednakże jest do zniesienia.

Przyznam, że początkowo chciałem napisać jaki to był swietny pomysł, że taki prawdziwy reality show, prawdziwa krew, pot i łzy uczestników. Niestety, okazuje się, że w rzeczywistości krwi jest więcej niż pokazuje Discovery i nie całkiem tak jasnej i czystej jak widać w telewizji. W ostatnim odcinku pojawia się wątek Davida Sharpa - angielskiego wspinacza, który zginął na zboczu Everestu w chwili kręcenia dokumentu. Dosłownie. I nie całkiem w takich okolicznościach jak pokazano. Jak się odrobinę głębiej zainteresować to również i tak miło wyglądający na filmie Russell Brice się okazuje zupełnie inną osobą.

No cóż, telewizja kłamie, Discovery siłą rzeczy także. Ale oglądało się ciekawie.

 

Udław się

O "Choke" Palahniuka już kiedyś pisałem zamieszczając obszerny cytat. Teraz jedynie wspomnę, że nie wyróżnia się specjalnie spośród pozostałej prozy tego autora i jest doskonałe.

Wypada jednak o nim wspomnieć ponownie, bo wczoraj (ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu) na ekrany polskich kin weszło "Udław się" - ekranizacja tej właśnie powieści. Dodam, że ekranizacja, o której sam Palahniuk wypowiada się bardzo pozytywnie. Poza wypowiedzią Palahniuka, dla zachęty jest jeszcze trailer i recenzja w Dzienniku.

Jest też moja opinia - film mi się podobał, porusza ciekawsze wątki z książki, pojawiają się również dosłowne cytaty i klimat jest zachowany. Dodam jeszcze do tego brak gwiad w obsadzie i mamy dokładnie coś na co liczyłem. Chociaż sam w sobie dobrą ekranizacją nie jest, skoro, jak usłyszałem, sprawia wrażenie lekkiego i płytkiego w odbiorze. Ale cóż, trudno streścić "Choke" w półtorej godziny.

 

Gdzie doktorzy siedzą na zmywaku..

Spotkania na krańcu świata to film dokumentalny o pobycie Wernera Herzoga (reżysera) na Antarktydzie. Jak on sam zaznacza na początku, nie jest to film o pingwinach, chociaż i one tam występują. Herzog pokazuje ludzi, którzy na Antarktydę trafiają i pozwala im opowiedzieć jak to się stało.

Od razu widać, że ta z pozoru dziwaczna zbieranina indywidualności ma ze sobą coś wspólnego. Filozof, który kieruje buldożerem, lingwista (na kontynencie, na którym nie ma żadnego języka) pracujący w szklarni, bankier prowadzący autobus. Najprostsze wytłumaczenie jak ci wszyscy ludzie trafili do McMurdo - największej bazy na Antarktydzie, przedstawia jeden z nich - to zwykła siła ciążenia, wszyscy, którzy nie są niczym przywiązani spadają na dół mapy, a nigdzie dalej niż Antarktyda spaść się nie da.

To jest film o wolności, o pasji, o przygodzie. Zrealizowany z humorem w pięknych okolicznościach przyrody. Polecam każdemu, który się chociaż czasami zastanawia nad tym co innych skłania do podróżowania.

 

Dr. Strangelove or: How I Learned to Stop Worrying and Love the Bomb

A właściwie dr Merkwürdigeliebe. Doskonała czarna komedia o wojnie nuklearnej dziejąca się w latach 50- lub 60-tych. Oszalały na punkcie płynów ustrojowych generał Jack D. Ripper (prawdopodobnie nawiązanie do Kuby Rozpruwacza nieprzypadkowe, jak i przy pozostałych nazwiskach) próbuje zmusić Stany Zjednoczone do ataku nuklearnego na ZSRR poprzez wysłanie do ataku podległych sobie B-52. Świetnie przerysowane postaci, wartka akcja, doskonałe dialogi, a wszystko przyprawione absurdem. Koniecznie do obejrzenia. Dla zachęty kilka cytatów (za imdb):

[after learning of the Doomsday Machine]
President Merkin Muffley: But this is absolute madness, Ambassador! Why should you *build* such a thing?
Ambassador de Sadesky: There were those of us who fought against it, but in the end we could not keep up with the expense involved in the arms race, the space race, and the peace race. At the same time our people grumbled for more nylons and washing machines. Our doomsday scheme cost us just a small fraction of what we had been spending on defense in a single year. The deciding factor was when we learned that your country was working along similar lines, and we were afraid of a doomsday gap.
President Merkin Muffley: This is preposterous. I've never approved of anything like that.
Ambassador de Sadesky: Our source was the New York Times.

General "Buck" Turgidson: General Ripper called Strategic Air Command headquarters shortly after he issued the go code. I have a portion of the transcript of that conversation if you'd like me to to read it.
President Merkin Muffley: Read it!
General "Buck" Turgidson: Ahem... The Duty Officer asked General Ripper to confirm the fact that he *had* issued the go code, and he said, uh, "Yes gentlemen, they are on their way in, and no one can bring them back. For the sake of our country, and our way of life, I suggest you get the rest of SAC in after them. Otherwise, we will be totally destroyed by Red retaliation. Uh, my boys will give you the best kind of start, 1400 megatons worth, and you sure as hell won't stop them now, uhuh. Uh, so let's get going, there's no other choice. God willing, we will prevail, in peace and freedom from fear, and in true health, through the purity and essence of our natural... fluids. God bless you all" and he hung up. [beat]
General "Buck" Turgidson: Uh, we're, still trying to figure out the meaning of that last phrase, sir.
President Merkin Muffley: There's nothing to figure out, General Turgidson. This man is obviously a psychotic.
General "Buck" Turgidson: We-he-ell, uh, I'd like to hold off judgement on a thing like that, sir, until all the facts are in.
President Merkin Muffley: General Turgidson! When you instituted the human reliability tests, you *assured* me there was *no* possibility of such a thing *ever* occurring!
General "Buck" Turgidson: Well, I, uh, don't think it's quite fair to condemn a whole program because of a single slip-up, sir.

Group Capt. Lionel Mandrake: Colonel... that Coca-Cola machine. I want you to shoot the lock off it. There may be some change in there.
Colonel "Bat" Guano: That's private property.
Group Capt. Lionel Mandrake: Colonel! Can you possibly imagine what is going to happen to you, your frame, outlook, way of life, and everything, when they learn that you have obstructed a telephone call to the President of the United States? Can you imagine? Shoot it off! Shoot! With a gun! That's what the bullets are for, you twit!
Colonel "Bat" Guano: Okay. I'm gonna get your money for ya. But if you don't get the President of the United States on that phone, you know what's gonna happen to you?
Group Capt. Lionel Mandrake: What?
Colonel "Bat" Guano: You're gonna have to answer to the Coca-Cola company.

 

300

300 to film, na który nie powinni iść ludzie, którzy nie czytali komiksu. Lepiej zawczasu wiedzieć z jaką heroiczną, pełną patosu konwencją przyjdzie się zetknąć. Z drugiej strony, osobom, które komiks czytały i posiadają odrobinę wyobraźni nie warto na ten film iść, bo nie zobaczą nic nowego, a wersja komiksowa jest po prostu lepsza.

Powyższe nie oznacza, że 300 jest kiepskim filmem. Od takiego stwierdzenia jestem daleki. Jest całkiem niezły, po prostu specyficzny.

A Czerski nie ma racji pisząc

film 300 też jest stargetowany, ba - sfokusowany: na środowisko kryptohomoseksualnych, sadystycznych fetyszystów.

Po prostu nie jest stargetowany na Czerskiego.