Dana „Natural” Reserve
Dana to taka pięknie umiejscowiona ściemniana eko-wioska. Kiedyś była tam normalna osada, ale jakoś wszyscy się wynieśli. Potem zauważono, że różni ludzie się tam zjeżdżają gapić na skały i paru cwaniaków wróciło i założyło hotele. Potem cwaniaków zjechało się więcej i mamy teraz rezerwat przyrody, gdzie (poza jedną ścieżką) wolno chodzić jedynie z licencjonowanymi przewodnikami, muzeum regionalne i całą eko-infrastrukturę turystyczną.
Wszystko jest tak ekologiczne, że pięknie wpasowuje się w istniejącą przyrodę. Zamiast naruszać zastany status quo i budować szambo, hotele spuszczają wszystkie ścieki do miejscowego strumyka. Naturalnie rozwiewane przez wiatr śmieci nie są przez nikogo zbierane i różnymi kolorami worków foliowych ubogacają okolice. Ot, typowa eko-szopka dla turystów.
Ale widoki naokoło świetne. Wioska położona jest na skraju kilometrowej wysokości wąwozu, na którego zboczach można obserwować kilka różnych warstw roślinnych (jeśli ktoś lubi takie rzeczy), albo po prostu posiedzieć na dachu hotelu pijąc herbatę (jeśli ktoś jest całkowicie pozbawiony biologicznego zacięcia).
Madaba i okolice
Poza ścisłym centrum miasto wygląda jak wszystkie inne - szare bloki budynków, śmieci na ulicach, etc. Samo centrum jednak sprawia lepsze wrażenie - bardziej zróżnicowana architektura, czyściej, bardziej kolorowo. I na samym starcie miasto zyskało jeden wielki plus - serwują świetne kebaby (co można powiedzieć o całej jordańskiej kuchni). Nic tak nie poprawia morale jak dobre żarcie.
W Madabie można wynająć taksę i zrobić objazdówkę po okolicznych atrakcjach turystycznych. Mount Nebo wybitnie nie polecam - jest widok na Jordan, Morze Martwe i Izrael (jak wszędzie w okolicy), są pomniki, mozaiki i pozostałości kościoła (bez rewelacji), ale są również wypluwane z kolejnych autobusów hordy wycieczek, które skutecznie pogarszają jakiekolwiek doznania. Poza tym miejsce chrztu Jezusa w Jordanie, czyli zarośnięty strumyczek i rezydencja Heroda, czyli parę odnowionych kolumn na szczycie wzgórza. Szczęśliwie, okoliczności przyrody naokoło zachęcają do przejażdżki.
Morze Martwe
Alternatywą dla drogich plaż przy Morzu Martwym (8-40€), które poza piaskiem i prysznicem nic nie oferują, jest zatrzymanie gdzieś przy Dead Sea Highway, zejście po klifie do wody, a potem opłukanie w którymś z poukrywanych w okolicznych wąwozach strumieni.








