Kamila
Korzystając z tego, że zdjęcia pięknej kobiety zawsze podbijają oglądalność, chciałbym zaprosić na moją wystawę Dookoła Annapurny w Pałacu Młodzieży w Klasztorze Ko-sha-lin. Zdjęcia koncentrują się głównie na pięknie wysokich gór, ale miłośnicy kobiecej urody znajdą tam również portret pewnej Nepalki, która ma swoje stałe grono fanów.
Wystawa będzie wisiała od 15-ego stycznia do 12-ego lutego 2010. Zapraszam serdecznie.
Gwatemalski transport
Po mieście najłatwiej poruszać się klasycznymi tuk-tukami, do których wchodzi dwoje turystów, albo czwórka miejscowych z bagażami (plus, rzecz jasna, kierowca). To przypominające występujące kiedyś u nas mini-pojazdy dla inwalidów cudo techniki jest najwyraźniej rozprzestrzenione po całym świecie.
Wyjeżdżając za miasto na krótkie trasy mamy do dyspozycji pickupy. Są małe, szybkie i każdy ma miejsce „przy oknie” - czego chcieć więcej? Ten na zdjęciu jeszcze czeka na klientów, bo ruszy oczywiście dopiero jak będzie pełen.
W dalsze trasy można udać się chicken busem. Są to stare amerykańskie szkolne autobusy, które na koniec swojej kariery eksportowano do Gwatemali. Tutaj zostają odpicowane (zwykle jedynie na płaszczyźnie wizualnej) i służą do wożenia ludzi po całym kraju. Ponoć warto wsiadać do tych lepiej się prezentujących, bo skoro właściciel miał kasę na jaskrawe farby i chromowane zdobienia, to może i w hamulce i skrzynię biegów zainwestował. W końcu losu lepiej niepotrzebnie nie kusić, ponoć co tydzień jest jakiś poważniejszy wypadek takiego pojazdu.
Po jeziorze Atitlan można natomiast śmigać czółnami dłubanymi z drewna, motorówkami różnej wielkości, a nawet prawdziwym promem.
Avatar
Najlepsza recenzja Avataru jaką czytałem (od razu przyznaję - czytałem ich niewiele) to „poka hontas 3d :) me like”. Doskonale oddaje istotę filmu.
CGI tak doskonałe, że z dużą górką przykrywa całą resztę, której daleko do ideału. Mamy bowiem naiwną historyjkę i płaskie postaci toczące kiepskie dialogi, które na dodatek są jeszcze żenująco przetłumaczone. Generalnie - dramat. Jednak warstwa wizualna nie dość, że nadrabia straty, to jeszcze wynosi film na całkiem duży plus.
San Cristóbal de las Casas
Urocze postkolonialne miasteczko. Niska zabudowa, wąskie, równe, brukowane uliczki - podobnie jak Antigua, ale mniej turystów i zachowały się zabytki. Jednak tak jak Antigua sprawia wrażenie turystycznej szopki, tak po San Cristóbal widać, że żyje własnym życiem.
Widać również, że było one okupowane przez najsłynniejszego meksykańskiego komuszka - subcomandante Marcosa. W całym mieście można zobaczyć jego podobiznę w postaci graffiti, pocztówek, koszulek, bądź plakatów. Rewolucja jest też wiecznie żywa w wystroju i nazwach knajp, czy backpackerskich hosteli. Można nawet dokonać zakupu szmacianej lalki przedstawiającej jego postać, co niestety mi osobiście się nie udało.
