Mérida
Ta wielka metropolia (ponad 750 tys. mieszkańców) nie jest tak obrzydliwym molochem jak można by się spodziewać. Całe centrum to równa, niska zabudowa, oczywiście nie ma dwóch domów takiego samego koloru obok siebie. Wszystko jakby budowane na prawie magdeburskim - równe kwadraty, ulice numerowane po kolei, parzyste w jedną stronę, nieparzyste są do nich prostopadłe, każda jednokierunkowa. Jak znasz adres to bardzo łatwo wszędzie trafić (bo taksówkowa metryka odległości zawsze wypada jako najkrótsza).
Palenque
Mała dziura. Ani specjalnie malownicza, ani ciekawa, ale i tak zjeżdżają się tu turyści za sprawą pobliskiego kompleksu piramid Majów. Jak zwykle kompleks wygląda tak, że chodzimy sobie po dżungli i oglądamy co już odkopano (ponoć na razie zaledwie 30%). Jak zwykle, wygląda to fajnie i malowniczo. A pogoda, mimo października, jak w saunie. Też jak zwykle.
A poniżej rozwiązanie zagadki „jak to możliwe, że te wielkie piramidy były ukryte w dżungli przez tyle lat?”. Akurat nie tyczy się ona dokładnie Palenque, bo to miejsce zostało „znalezione” od razu, ale wiele ruin miast Majów wymagało „odkrycia”. Wyjaśnia to poniższe zdjęcie, które można oznaczyć podpisem „tak wygląda typowa nieodkopana piramida”.




