Tapachula
Humory na tyle dobre, że nawet wizja przechodzenia ponownie przez paskudną Tilapę nie przeraża. W końcu okazało się, że nawet tego uniknęliśmy, w zamian pokonując część drogi łódką.
Na przejściu granicznym z Meksykiem gwatemalscy pogranicznicy oczywiście próbowali wymusić „opłatę manipulacyjną”, ale jakoś tak bez przekonania i entuzjazmu. Wyśmiani szybko spasowali. Najbardziej jednak nas rozbawiła Amerykanka, której hiszpański akcent spokojnie przewyższał dokonania lingwistyczne Brada Pitta w „Inglorious Basterds”. Nie ma szczęścia ten naród do nauki języków.
A Tapachula to po prostu duża dziura. Nic ciekawego - miasto, spaliny, tłok, jedyne co zaskakujące to publiczne darmowe wi-fi na placu i amerykański żul z iamwalking.org, który naciągnął nas na 2 pesos.

Dodaj komentarz
przeskocz do formularza