Tilapita
Aby dostać się do Tilapity należy wpierw przedostać się przez paskudne miasteczko Tilapa pełen miejscowych, którzy z wybałuszonymi oczyma gapią się na każdą nową twarz w ich mikroświecie. Później należy sforsować rzekę, gdzie przewoźnik wykazuje się rasizmem, żądając od białych podwójnej opłaty i uzasadniając to prostym „porque eres differente”. Na koniec lokujemy się w jedynym hotelu w okolicy, mającym niemierzalny stosunek ceny do jakości (dzielenie przez zero) w pokoiku nawet dość dużym, ale jeśli wziąć pod uwagę ilość wszelkiego rodzaju robactwa (i rozmiary niektórych jego przedstawicieli) z jakim go współdzielimy, to robi się ciasno.
Jeśli jednak jakiś śmiałek przebrnie przez te wszystkie próby to dane mu będzie zobaczyć piękno rozległego Pacyfiku. Trzeba je będzie jednak współdzielić z flotyllami wyrzucanych przez fale ślimaków wodnych i spacerującymi plażą krowami. Turystów jakoś brak.
2 komentarze
przeskocz do formularza