Szczypta, kurwa, kultury

W ramach poszerzania horyzontów poszedłem dzisiaj obejrzeć ekranizację ballady o dobrym dresiarzu. Nie spodziewałem się wiele, Masłowskiej nie trawię i daleko mi było do oczekiwania na jakikolwiek „polski Trainspotting”.

Dostałem jednak coś zaskakującego – przerażającą podróż po mentalnie wypalonym świecie blokowisk. Powszechne ogłupienie i przekonanie o swojej głębi każdej z postaci doskonale harmonizowało z rechoczącą widownią. Jedyną jasną iskrą w tym czarnym oceanie był Borys Szyc, świetny i przekonywujący. Jakbym miał tyle talentu co on, to właśnie tak bym to zagrał. Identiko.

Dla jasności przekazu dodam jeszcze, że nikomu tego filmu bym nie polecił – poza kreacją Szyca i paroma dobrymi tekstami w tym filmie absolutnie nic nie ma. Totalna pustka. Najgorsze jednak jest uczucie, że gdy wyjdziesz z sali kinowej, to spektakl trwa nadal.