Hunting Party
Jakkolwiek Richard Gere nie jest aktorem, który przyciągnąłby mnie do kina, to muszę przyznać, że jedną z jego (w miarę) niedawnych produkcji oglądałem z niekłamaną przyjemnością. Hunting Party, bo o tym filmie mowa, oparty jest na (ponoć prawdziwej) dziennikarskiej opowieści jak to międzynarodowe organizacje udają, że szukają zbrodniarzy wojennych w byłej Jugosławii.
Nie jest to oczywiście gonzo journalism na miarę Raoula Duke'a, niemniej jednak ogląda się bardzo przyjemnie. Jest dawka czarnego humoru, wątek sensacyjny, urocze bałkańskie krajobrazy i anty-polityczne przesłanie na koniec. Porządne, nie odmóżdżające (jak chociażby ostatnie produkcje spod szyldu Dana Browna), kino rozrywkowe.
Tylko schwytanie Radovana Karadžića niespełna rok po premierze filmu trochę psuje postawioną w filmie tezę.
Pecunia non olet.
Jako, że kryzys idzie i należy dywersyfikować źródła dochodów, zdecydowałem się pokłonić przed bożkiem mamony i wprowadzić reklamy na blogu. Jeśli ktoś chce dołączyć do szacownego grona sponsorów moich drobnych wojaży, to zapraszam serdecznie do ramki z boku.
Nie dopasowałem tego specjalnie dobrze do szablonu i zamierzam poprawić. Kiedyś.










