Aksum, cz. II
Zabytki w Aksum to poezja. Na pierwszy rzut oka nic specjalnego - ot, kawał kamienia. Gdy jednak do świadomości przebije się fakt, że waży on 300 ton i stoi w jednym miejscu 3 tysiące lat, to wtedy dopiero zaczyna się odczuwać jego wagę.
Podobnie w muzeum. Zakurzone, stare szafki takie same jak 15 lat temu w mojej podstawówce widziałem „zabezpieczone” zwykłą szybą skrywają 500-letnie szaty królewskie. Albo ozdobioną 13 kilogramami złota iluśsetletnią Biblię. O ścianę stoją oparte kamienie z inskrypcjami na miarę znaleziska z Rosetty. Ozdobione numerem identyfikacyjnym napisanym markerem.
Ale prawdziwy szok czekał dopiero w starym klasztorze. Akurat było święte St. Mary of Zion i wyciągnięto, jak to się czyni raz do roku, tamtejszą 1500-letnię biblię. Po napiwku w wysokości jednego dolara pozwolono nam ją sobie spokojnie obejrzeć. Pomyśleć, że można sobie zwyczajnie obejrzeć książkę z czasów gdy u nas to się nawet Polanom o władzy nie śniło.
Aksum, cz. I
To miasteczko (koło 50 tys. mieszkańców) od początku robiło dobre wrażenie. W miarę (jak na afrykańskie standardy) czyste, co krok małe knajpki z doskonałą kawą, pyłu w powietrzu jakby mniej, a ludzie też nie tacy napastliwi.
Shire
Podążyliśmy szlakiem hobbitów do Shire. Z braku innej możliwości transportu złapaliśmy kierowcę ciężarówki i po negocjacjach cenowych zapakowaliśmy się do niego do kabiny. Zapomniał on jednak wspomnieć, że poza nami zamierza zabrać również drugiego kierowcę, jego kolegę i Czosnkową Dziunię. Wyszło więc, że w kabinie, gdzie są 3 miejsca siedzące plus łóżko, spędziło 9-godzinną podróż 9 osób. Nawet w całkiem znośnych warunkach.
A dowcip "oni pewnie się tylko na chwilę dosiedli" nie przestał śmieszyć do samego końca.
Droga z Debark do Shire jest ponoć najbardziej dramatyczną w Etiopii. Balansowanie na krawędzi ogromnych przepaści, ciągłe serpentyny i wąska szutrowa droga sprawiają, że zawrotną prędkość powyżej 30 km/h osiągnęliśmy dopiero po jakichś 7 godzinach jazdy.
Przydrożnie
Próba przekonania miejscowych do podwiezienia 'na pace' jest skazana na porażkę. Ponoć wszędzie czatują patrole policji drogowej (bezwzględnej), która na to nie pozwala. Znaczy, na wożenie białych, bo miejscowi to jeżdżą tak całymi pęczkami. Rasizm.
W locie
Efekt długiego czekania na transport.
