Autochtoni vs faranji
Jeden z noclegów w górach Simien wypadł nam nieopodal wioski Gich, a dokładniej to w bezpośrednim sąsiedztwie jedynego płaskiego miejsca w okolicy. Naturalnym więc, że było to miejsce gdzie miejscowe dzieciaki grały w piłkę nożną. Nie omieszkaliśmy się dołączyć.
Nie było lekko, bo rzecz miała miejsce na 3700 m n.p.m., więc każda bardziej dynamiczna akcja kończyła się 5 minutami sapania. Podejście do zasad luźne, autów brak, a stojący na bramce Jamal sikał na słupek. W pewnym momencie nawet do gry dołączył dzieciak trzymający w jednym ręku bicz, a w drugim kurę.

1 komentarz
przeskocz do formularza