Góry Simien, cz. IV
Po tych górach nie chadza się samemu. Z zasady każdej grupie towarzyszyć musi scout, czyli uzbrojony w starą flintę, lub błyszczącego kałasza, nie mówiący ani słowa po angielsku, autochton. Do dzisiaj nie mamy pojęcia od czego taki locals, a szczególnie jego nieodłączny karabin, miał nas chronić. Nasz towarzysz - Dasan, ograniczał się do leniwego rzucania kamieniami w psy i odganiania dzieci w mijanych wioskach.
O wpisie
- Dodano:
- 11 marca 2009, 08:34
- Kategorie:
- fotografia podróż
Dodaj komentarz
przeskocz do formularza