Autochtoni vs faranji

Jeden z noclegów w górach Simien wypadł nam nieopodal wioski Gich, a dokładniej to w bezpośrednim sąsiedztwie jedynego płaskiego miejsca w okolicy. Naturalnym więc, że było to miejsce gdzie miejscowe dzieciaki grały w piłkę nożną. Nie omieszkaliśmy się dołączyć.

Nie było lekko, bo rzecz miała miejsce na 3700 m n.p.m., więc każda bardziej dynamiczna akcja kończyła się 5 minutami sapania. Podejście do zasad luźne, autów brak, a stojący na bramce Jamal sikał na słupek. W pewnym momencie nawet do gry dołączył dzieciak trzymający w jednym ręku bicz, a w drugim kurę.

Autochtoni vs faranji Autochtoni vs faranji Autochtoni vs faranji Autochtoni vs faranji Jamal Gich kids

 

Góry Simien, cz. VIII

Simien Mountains Simien Mountains

Po pierwszym spotkaniu dzieci żebrzących o plastikową butelkę po wodzie mineralnej nastąpiło we mnie przewartościowanie pojęcia „bieda”. W tych górskich wioskach brakuje praktycznie wszystkiego, człowiek przed wyrzuceniem czegokolwiek do śmieci zastanawia się dwa razy czy to na pewno się nikomu nie przyda. Stwardniały, pokruszony, 3-dniowy chleb nadal jest prezentem cieszącym dzieci. Nam już niepotrzebny litr nafty z chęcią przyjęty był przez naszego scouta.

Recycling tutaj to zupełnie inne pojęcie.

Gdy wylewałem niedobrą wodę z butelki tuż przy źródle i przyszli miejscowi to zrobiło mi się głupio i przerwałem. Dokończyłem później, jak nikogo nie było.

 

 

AIDS w Etiopii

Razu pewnego, gdy spacerowaliśmy sobie po pięknym mieście Aksum zaczepił nas miejscowy w białym kitlu, przedstawił się jako nauczyciel angielskiego w jednej z miejscowych szkół i poprosił, abyśmy przyszli odwiedzić ich na wieczornych zajęciach. Kierowani ciekawością oczywiście zgodziliśmy się i punktualnie o 19 stawiliśmy się na miejscu.

Okazało się, że nie zostaliśmy zaproszeni do obejrzenia lekcji angielskiego, ale staliśmy się jej główną atrakcją. Nauczyciel napisał na tablicy kilkanaście mniej lub bardziej dla nas absurdalnych pytań (np. "Dlaczego bardziej kochasz matkę niż ojca?"), podzielił klasę na grupy i do każdej z nich przydzielił jedno z nas. Mieliśmy wspólnie z dzieciakami dyskutować na zadane tematy.

Oczywiście mało kogo interesowały zagadnienia z tablicy i dyskusja szybko przerodziła się w „100 pytań do białasa”. Ku mojemu zdumieniu, dzieciaki w wieku 6-16 lat najbardziej były zainteresowane seksem i AIDS, więc większość pytań krążyła wokół tego tematu. Ponieważ trzymaliśmy się ram dyskusji, to udało mi się dość wiele od nich wyciągnąć co oni myślą o takich sprawach i muszę przyznać, że trochę mnie zszokowali.

Przyznam, że przed wyjazdem do Etiopii sprawa AIDS mnie w ogóle nie obchodziła. Jednakże tam ta choroba stanowi ogromny i powszechny problem. Etiopia jest krajem, gdzie co rusz można natknąć się na reklamy prezerwatyw, czy plakaty informujące o czających się zagrożeniach. Uświadomione w tej kwestii są nawet 6-letnie dzieci (z młodszymi nie mieliśmy okazji rozmawiać). Mimo to wskaźnik zakażonych utrzymuje się na poziomie 14%. W pewnej grupie zawodowej (nietrudno się domyślić jakiej) sięga on nawet do 50%. Zanim tam pojechałem to myślałem (jak pewnie większość ludzi), że jest to spowodowane niewiedzą, czy brakiem dostępu do środków zaradczych, ale tego im zarzucić nie można.

Ta rozmowa z dzieciakami nasunęła mi zupełnie inne wyjaśnienie. Otóż jest to po prostu efekt tego, że oni się ruchają na prawo i lewo!

W dyskusji nie potrafili zrozumieć w ogóle takich pojęć jak posiadanie stałego partnera, a wierność to jeszcze wyższy poziom abstrakcji. Nawet małżeństwa z założenia traktują jako coś tymczasowego, dalekiego od 'póki śmierć nas nie rozłączy'. Zdrada małżeńska to rzecz normalna i nieunikniona.

Przed wyjazdem natknąłem się na informacje, że jedyny skuteczny program walki z AIDS wprowadzono w Ugandzie i opierał się on na promocji wstrzemięźliwości seksualnej i wierności małżeńskiej. Podszedłem wtedy do tego bardzo sceptycznie nie wyobrażając sobie jakby to mogło odnieść sukcesy. Teraz już nie mam wątpliwości i wiem, że rozdawnictwo prezerwatyw i iluzja bezpieczeństwa, jaką one dają, nie może być podstawą skutecznej walki z AIDS w Afryce. Szkoda, że jakakolwiek próba chociażby uświadomienia tego napotyka się od razu na okrzyk o tłumienie 'wolności seksualnej'.

Papież Benedykt XVI ostatnio wypowiedział się w podobnym tonie i jego zmanipulowane słowa obiegły cały świat powodując powszechne oburzenie wyznawców prezerwatywizmu. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć o co tak naprawdę chodziło, to polecam artykuł Papież przekłuł balon lateksowej propagandy.