Gonder, cz. III
W łaźniach cesarskich jest teraz (chyba jedyny w mieście) basen. Miejscowe dzieci radośnie się w nim pławią i skaczą z rusztowania do wody. Nikt jednak nie wyglądał jakby naprawdę umiał pływać, a najbardziej stylowy był „kraul krajobrazowy”. Skoków na główkę nie przyuważyliśmy, chociaż pseudo salta były.
W zeszłym roku jeden dzieciak się utopił. Ku naszemu zdziwieniu, nie na skutek szaleńczych skoków, a po prostu nie umiał pływać.
Głównym problemem w Gonder jest brak wody. Część hoteli otwarcie przyznaje, że jej nie ma, inne jakoś pomijają ten fakt. Oczywiście, w przypadku konfrontacji tego braku z obsługą otrzymujemy odpowiedź, że będzie za „kilka godzin”, co w praktyce oznacza „może kiedyś”. Później przechodzą na „za pół godziny”, czyli standardową etiopską jednostkę czasu. A wody dalej brak. Znacznie bardziej to doskwierające niż zwyczajowy brak prądu.
O wpisie
- Dodano:
- 24 lutego 2009, 14:03
- Kategorie:
- Etiopia fotografia podróż
Dodaj komentarz
przeskocz do formularza