Bahir Dar, cz. II

Miejscowi są świetni. Żebraków niewielu, oszustów nie widziałem, nawet nikt specjalnie nie napastuje na dworcach autobusowych. Da się spokojnie przejść przez miasto, czasem jedynie odpowiadając „cześć”.

Bahir Dar

Depresyjne wrażenie za to robią na mnie tutejsze shanty towns. Blaszane budy, kolorowe szyldy zachwalające kolejny „mini-market”, czy „Obama restaurant” absolutnie nie sprawiają, że czuję się jak w domu. Raczej jak w jego szyderczej, ubogiej karykaturze. Ulice takie same jak w Nepalu, czy Maroku.


O wpisie