Cmentarz w Berehach Górnych
Zatwarnica
Zdjęcia, a sprawa photoshopa
Nie raz natknąłem się na uwagę - Fajna fotka, ale obrabiana w Photoshopie
. Im dłużej zajmuję się (hobbystycznie, dodajmy dla ścisłości) robieniem zdjeć, tym bardziej mnie takie uwagi irytują. Na dwóch płaszczyznach zresztą. Gorsze jest już tylko - Fajna fotka, musisz mieć dobry aparat
.
Płaszczyna pierwsza
Określenie fotka
jest (w moim mniemaniu, Słownik Języka Polskiego uważa inaczej) deprecjonujące. Fotografia to sztuka. Fotka
to migawka z wakacji, na której widać uśmiechniętą parkę pod wieżą Eiffela. Fajna fotka
jest więc dla mnie fajną migawką z wakacji, niczym więcej. Jako, że aspiruję do czegoś wyżej (czy słusznie, czy nie, to już temat na zupełnie inną dyskusję), to taki "komplement" ma dla mnie zupełnie odwrotny wydźwięk od zamierzonego.
Prosta zamiana fotki
na zdjęcie
z reguły rozwiązuje ten problem komunikacyjny.
Płaszczyzna druga, czyli meritum
Jeśli potraktujemy określenie obrabiana w Photoshopie
w takim sensie, jaki najprawdopodobniej miał na myśli autor, to mówimy o jakiejkolwiek obróbce - czy to z użyciem Photoshopa, Gimpa, czy o machaniu rękoma pod powiększalnikiem.
W takim rozumieniu, stwierdzenie to jest całkowicie nonsensowne, gdyż nie istnieją zdjęcia nie poddawane obróbce. Każde zdjęcie, z jakim mamy do czynienia jest efektem działania jakiejś "obróbki". Oczywiście, mam tu na myśli obróbkę po naciśnięciu spustu migawki, a nie zwykłe ustawienie parametrów naświetlania. Kilka przykładów:
-
Mamy zwykły cyfrowy kompakt, widzimy piękny zachód słońca i chcąc utrwalić ten zdumiewający moment, ten widok, kórego nikt inny nigdy nie widział, wyciągamy aparat. Wyciągamy go w naszych drżących, wyprostowanych rączkach, aby lepiej ujrzeć obraz widoczny na ciemnym, małym monitorku i naciskamy spust migawki (Ci co wiedzą, czym on jest, pozostali naciskają "ten przycisk"). Aparat robi pstryk (najczęściej będący wcześniej nagranym dźwiękiem wydobywającym się ze specjalnie w tym celu zamontowanych w aparacie głośników) i na naszym miniaturowym monitorku pojawia sie obraz. Poddany obróbce.
Jak to? Zakrzykną niektórzy. Przecież nic nie zrobiliśmy. Otóż może fotograf nic nie zrobił, ale obróbką zajął się za niego twórca aparatu. Dał mu możliwość wybrania programu "zachód słońca", który zapisuje zarejestrowane przez matrycę zdjęcie w określony sposób, starając się wydobyć wszystko co najlepsze z tego najbardziej oklepanego wakacyjnego ujęcia. W przypadku braku wybranego programu, aparat w trybie "auto" sam zdecyduje co autor miał na myśli i postara się o odpowiedni zapis pliku.
-
Okej, powie ktoś, ale co w takim razie z użytkownikami lustrzanek? Oni przecież mają do dyspozycji zapisy RAW. Owszem, mają. Tyle, że nikomu się zdjęć w RAWach nie pokazuje. Aby móc je zaprezentować należy je "wywołać". Ten proces sam w sobie jest już obróbką.
Przy okazji, wspominałem już, że na określenie "cyfrowa ciemnia" reaguję alergicznie?
-
No dobra, mamy za sobą rozważania cyfrowe, ale przecież są jeszcze (podobno, nikt ich na codzień nie ogląda) ludzie robiący zdjęcia metodą analogową. Owszem, są. I mają oni dwie możliwości - robić odbitki samemu, lub zdać się na maszynę. Każdy kto był świadkiem procesu robienia odbitek ma świadomość, że jest to zarazem proces obróbki zdjęcia. Zdanie się na maszynę jest zaś tym samym, co w fotografii cyfrowej zdanie na automayczną obróbkę twórcy aparatu.
Z powyższego jasno widać, że nie można zdjęć dzielić na obrabiane i nie obrabiane, a jedynie na obrabiane świadomie i nieświadomie. Ja jestem zwolennikiem obróbki świadomej, czy to w ciemni, czy z użyciem Photoshopa, czy innego Gimpa. Zwolennikami obróbki nieświadomej/przypadkowej są natomiast zwykle ludzie, którzy obrabiać nie potrafią i są po prostu na nią skazani.
Tak więc komunikat fajna fotka, ale obrabiana w Photoshopie
rozumiem jako ładne zdjęcie, ale mi się nie podoba, bo ja bym tak nie umiał
.
Zatwarnica
Nostalgiczny kicz