21.10.2007, Bamboo Lodge → MBC
Ruszyliśmy o 8 z Bamboo i, skracając praktycznie wszystkie czasy o połowę i mijając długi węże turystów, na 13 byliśmy już w MBC gdzie zajęliśmy ostatni wolny pokój, czyli opłacało się wyciągnąć nogi na podejściu. Niesety, poza tym, że, jak twierdził kiero, spał w nim kiedyś Kukuczka przed zdobywaniem Annapurny, to w hotelu nie ma nic ciekawego - miniaturowe pokoje, duża wspólna sala, stosik starych czasopism i drogie (choć nie dorównujące tym pod Thorong La) menu. Widoków również brak, jeśli nie liczyć krótkich chwil gdy wyłania się spomiędzy chmur jakaś ostra, wysoka turnia, o którą zapytany kiero odpowiada lekceważąco - Little Mountain
.
Później zrobiło się zimno i zaczał sypać grad, więc po Dhal Baacie chłopaki poszli do pokoju, zawinęli się w śpiwory i grali w "kraje, miasta". Jest to rozrywka
, którą uważam za idiotyczną gdy ma miejsce na papierze, co niestety nie pozwala mi na znalezienie odpowiedniego określenia dla czynności jakiej oddawali się moi współlokatorzy.
Dodaj komentarz
przeskocz do formularza