15.10.2007, Jomsom → Tukuche

Jakoś przed ósmą ruszyliśmy na obchód miasteczka, a może raczej małej metropolii, bo samoloty startują tutaj co jakieś 15-30 minut. Po samolotach drugim najpopularniejszym środkiem transportu są motocykle. Nie byle jakie pierdzikółki jak w Maroku, ale takie prawdziwe - w większości marki Escorts. Samochodów jest bardzo mało - widzieliśmy jednego jeepa do przewozu turystów do Kagbeni i dalej do Muktinath i jeden traktor.

bike traffic

Poza środkami transportu jest tu dużo Tibetan Hand Made Souvenir Shop gdzie można znaleźć pełno pamiątkowego badziewia dla turystów. Choć, muszę przyznać, można też znaleźć naprawdę fajne rzeczy - noże kukri używane przez Gurków (a przynajmniej widać, że używane i widać wygrawerowany napis Ghorka Army oraz numer seryjny), różnego rodzaju figurki, pudełeczka i miseczki (często misternie rzeźbione i pięknie zdobione) oraz oczywiście biżuteria - unikatowa, ręczna robota, ciekawe wzory, dość łatwo znaleźć coś ładnego (chyba, że ktoś ma rzeczywisty brak zmysłu estetycznego - jak Wiśnia ;), a przede wszystkim tania.

Słowa te piszę na dachu naszego lodge, po dobrym śniadaniu złożonym z czekoladowego rogalika i bułki z dżemem, jeszcze ciepłych, pewnie prosto z tutejszego German Bakery, racząc się pięknym widokiem na masyw Nilgiri.

Nilgiri North (7061) Nilgiri North (7061)

Przyglądaliśmy się również okolicznym dachom, które są doskonale zagospodarowane - poza sporadycznymi bateriami słonecznymi można na nich zwykle ujrzeć suszone drewno na opał, siano, obrany maniok, a nawet pocięte w plasterki jabłka.

dryer Neapli style

Wracając do sprawy piekarni, aż do dzisiaj myślałem, że wszystkie takie przybytki w Nepalu noszą nazwę German Bakery lub Fresh Bakery. Jednak w czasie drogi udało nam się znaleźć dwa ewenementy na skalę krajową - Himalayan Bakery i Dutch Bakery. Może jednak tkwi w tym narodzie iskra kreatywności.

porters

Dzisiejsza droga wiodła dalej doliną Kali Ghandaki, czyli cały dzień marszu korytem rzeki z silnym wiatrem prosto w oczy. Nauczyliśmy się wybierać drogę niższą, bliżej nurtu, zamiast wyższej - samochodowej. Wieje bardziej, ale jest mniej kręta i nie trzeba tyle dreptać góra-dół. W Marphie trafiliśmy na świetnie zaopatrzony provision shop o wdzięcznej nazwie Yak Books, gdzie od Himalaya Michaela Palina rozpoczął się mój szał kupowania książek.

religious equipment religious equipment

Na lunch zatrzymaliśmy się w Tukuche. Niestety, zaraz po nas sąsiedni stolik obsiadła grupa młodych reprezentantów plemienia Mojżeszowego. Znowu się okazało, że dobre wychowanie, takt i szacunek dla innych to nie jest ich mocna strona. A fakt, że zwykle takie grupy to są świeżo upieczeni studenci, zaraz po odbyciu służby wojskowej im raczej nie pomaga w tej dziedzinie.

Tukuche

W czasie gdy spokojnie spożywaliśmy nasz posiłek (a raczej w czasie jak na niego czekaliśmy) to deszczowe chmury zasłoniły czekającą nas (podobno pełną widoków na Dhaulagiri I) drogę. Postanowiliśmy więc w Tukuche właśnie zakończyć dzisiejszy etap. Po obskoczeniu prawie wszystkich hotelików w mieście dokonaliśmy wyboru kierując się względami kulinarnymi. I udało się nam to wyśmienicie - żarcie nie dość, że tanie (Dhal Baat za RS 130), to na dodatek świetne. Dhal Baat zamiast sosu z soczewicy miał zupę fasolową, co dało świetny efekt, a zamówiona później pomidorowa okazała się robiona ze świetnych, młodych pomidorów. Oczywiście, nasze standardy mogły ulec obniżeniu po 2 tygodniach w górach, ale było to najlepsze żarcie jakie dotychczas jedliśmy. Podsumowując, polecam serdecznie Caravan Restaurant alias Lotus Lodge, chyba że ktoś jest niepewny swojej seksualności i mógłby przestraszyć się stereotypowo pedalskiej fizjonomii właściciela.

A Himalaya Palina jest świetna - na luzie, komiczna, i na dodatek utrzymana w formie dziennika. A zdjęcia Basil Pao doskonale ją uzupełniają.


O wpisie