10.10.2007, Kyangshar → Letdar
Wczorajszy wieczór spędziliśmy w towarzystwie pozostałych gości hotelu Tilicho Peak: trójki Czechów i parki Austriaków (a właściwie, jak się później okazało nie Austriaków, a Niemki i Żyda, po prostu poznali się studiując w Wiedniu). Normalni ludzie, po prostu sobie przyjechali po górach pochodzić, Czesi pierwszy raz, a "Austriacy" podróżują tak już od dłuższego czas, ale żadnego skrzywienia nie dostali. Przyjemna odmiana po bandzie freaków, z którymi mieliśmy do czynienia parę dni temu.
Pogadaliśmy o sytuacji politycznej w Nepal, co w nim można robić ciekawego poza chodzeniem po górach i dlaczego Nepal bije na głowę wszystkie Tajlandie, Kambodże, Laosy, czy inne Wietnamy. Bo bije. Podobno.
Rano ostre momosy na śniadanie i o 9.30 ruszyliśmy w drogę. Najpierw 'seasonal trail' do Yak Kharki. Po jakiejś godzinie natrafiliśmy na kompletnie wymarłą, pustą (jeśli nie liczyć kozich "śladów") wioskę. Pootwierane i wymiecione ze wszystkiego domy sprawiały wrażenie niezamieszkanych, choć na polach nieopodal pracowali jacyś ludzie.
Ścieżka wiodła dalej brzegiem Marsyandi, aż do małego drewnianego mostku, który wyprowadził nas na szlak Manang - Yak Kharka. Yak Kharka (co oznacza po prostu "pastwisko jaków" i przez to jest dość popularną nazwą) okazała się skupiskiem hoteli raczej niż wioską. Zjedliśmy tam jakieś wyroby piekarniano-cukiernicze i pokonwersowaliśmy znowu ze spotkanymi wczorajszego wieczoru "Austriakami" o zmianach w Polsce i Europie Wschodniej w ostatnich latach, polityce, sile waluty, wprowadzeniu euro i innych, podobnie lekkich, tematach. W końcu wyruszyliśmy do Letdaru i to był błąd.
Letdar to po prostu trzy hoteliki najwyraźniej ścigające się kto zaoferuje niższy standard. Oczywiście w żadnym nie ma prysznica ani ciepłej wody, w jednym zaoferowali nam pokój gorszy niż by mieszkać w piwnicy w moim bloku, a w drugim kręcąc głową zaoferowali nam Dhal Baat "już" za dwie godziny. Trzeci natomiast prezentował się na tym tle odpychająco. Trzeba chyba było zostać w Yak Kharka.
Z pozytywów, to mogliśmy sobie z bliska obejrzeć w końcu osławione jaki. Potrafią być one podstawą egzystencji pasterzy w wyższych partiach gór. Ze skór tworzą oni sobie ubrania i namioty, z sierści plotą sznury, mięso, mleko i tworzone z niego masło spożywają, a jacze łajno płonie w ich ogniskach. No, jeszcze ładunki noszą i są doskonale przystosowane do życia na wysokościach powyżej 4000. W sumie, to tylko do życia na wysokościach, bo po sprowadzeniu niżej szybko chorują, przegrzewają się w swoich futrach i giną.
Dodaj komentarz
przeskocz do formularza