3.10.2007, Chame → Upper Pisang

Ruszyliśmy znowu pogańsko wczesnym rankiem, tzn. o 8.30. Powoli to zaczyna wchodzić w krew. W czasie drogi co rusz rzucaliśmy za siebie okiem łapiąc ostatnie widoki na Manaslu. Przed nami zaś odsłaniał się coraz bardziej ośnieżony masyw Annapurny. W okolicach Burachanu (czyt. Buraczan) otworzył się piękny widok na Oble Dome (4665) – ‘zbudowaną’ z gigantycznych płyt skalnych górę będącą świętym miejscem zarówno buddystów jak i wyznawców Bon Po.


leaving a buddhist village

Oble Dome

Na drugie śniadanie zatrzymaliśmy się kawałek za Burachanem w hoteliku, którego budowa jeszcze trwała. Ceny zrobiły się, nie wiedzieć czemu, niższe niż w Chame, poza tym przepiękny widok na Annapurnę II z przyległościami i Oble Dome. Gdyby nie fakt, że była dopiero 12.30 to może byśmy tam zanocowali. Trzeba jednak było iść dalej.


Annapurna range
Caravan

A droga wiodła przez lekko naruszony wodą mostek do Upper Pisangu, skąd był piękny widok na Annapurny II i IV, otaczające pola i leżący w dole Lower Pisang.


Upper Pisang
North Face of Annapurna

Sprawdziła się metoda, żeby zostawić wory i na lekko obskoczyć parę hoteli celem sprawdzenia cen i panujących standardów. Jak właściciel pierwszego zobaczył, że jesteśmy bez plecaków i robimy tylko taki obchód, to zaproponował nocleg za 1.40zł od osoby z tak wspaniałym widokiem z okna, że już dalej nie szukaliśmy.


Balcony of the Annapurna Lodge

Potem została nam jedynie przechadzka do Lower Pisang po wodę ze stacji (bo ekologiczna i o połowę tańsza), w czasie której zobaczyliśmy pełno śladów bytności Izraelczyków. Od gwiazd Dawida jako oznaczenie szkoły, poprzez takież same zdobienia przy napisach welcome, po zwykłych Żydów na drogach. Bo wycieczek z Izraela tutaj pełno. I, jak się później okazało, często są darzone podobną antypatią jak na krakowskim Kazimierzu.


Lodge sign
School sign

Pokój mieliśmy oddzielony tzw. ścianą (parę desek z luką pod sufitem) od toalety. Mogliśmy więc spokojnie prowadzić rozmowy na linii pokój-toaleta i to w pełni naturalnie, bo polski język jest dość mało rozpowszechniony w Nepalu. W ogóle, ściany w tamtejszych hotelach są często tak misternie skonstruowane, że Michał nas nawet kiedyś prosił o zgaszenie światła, bo mu przez ścianę świeciło w oczy.


O wpisie