28.09.2007, Kathmandu → Besisahar

Zerwaliśmy się skoro świt o 5.30, bo o 6.30 mieliśmy być koło autobusu majacego nas zawieźć do Dumre. Mimo tak wczesnej pory na ulicach był normalny, duży ruch, a przy autobusie oczywiscie miejscowi stręczyciele próbujący nam wcisnąć owoce, wodę i czekoladę. Poudawaliśmy trochę autochtonów i pomogliśmy ładować bagaże na dach, a potem ruszyliśmy w drogę. Przez Kathmandu jeszcze w środku autobusu, ale jak trafiliśmy na tzw. highway to od razu na dach podziwiać widoki. Widoków za bardzo nie było, bo mgła. Poza tym mżyło i co chwila trzeba było się chować przed zwisającymi gałęziami czy kablami.

W Dumre była przesiadka do local busa do Besisahar (RS 100), który godzinami wiózł nas jakimiś wąskimi zalanymi dróżkami i nadużywał klaksonu. Ale tutaj to normalne. W Besisahar w końcu zaczęło się przejaśniać. Ceny obiadu i noclegu jeszcze w granicach przyzwoitości.

Slim The Catcher in Rice

Wieczorem spacer po mieścinie, w czasie którego włączono prąd i odpalono kawiarenkę internetową, z której przesłaliśmy na Tuteja parę zdjęć i gdzie natrafiliśmy na tajne dokumenty wskazujące na współpracę Nepalu z III Rzeszą. Może stąd tu tylu Niemców..

III Reich

A w pokoju okazało się, że wraz z powrotem prądu dostaliśmy chyba też tzw. ciepłą wodę. Choć nie jestem pewien - na pewno w Pirenejach uchodziłąby za ciepłą i na pewno w Poznaniu nikomu nawet nie przeszłoby przez myśl ją tak nazwać. Nepali hot.


O wpisie