Annapurna II
na gorącym uczynku
porterine
Mani
Na młynku wypisane są modlitwy i mantry (jak np. niesławne Om Mani Padme Hum
). Buddyści wierzą, że obrócenie młynka pokrytego takimi inskrypcjami jest tym samym co wypowiedzenie ich na głos. Z tym, że wymaga mniej wysiłku i młynki można umieszczać blisko siebie na specjalnych murkach, co pozwala uzyskać zawrotną liczbę modlitw na sekundę.
2.10.2007, Bagarchap → Chame
Zaraz po otwarciu oczu powitał nas przez okna widok jakichś ośnieżonych szczytów, a po wyjrzeniu na zewnątrz, celem zrobienia zdjęcia, również uczucie górskiego porannego chłodu. Najwyraźniej zaczyna się prawdziwa wysokogórska przygoda. Na śniadanie Vegetable Fried Rice, w którym warzywa zaczynają już wyglądać jak pierwsze lepsze zielsko zza chałupy.
Zobaczyliśmy pierwsze plakaty zachęcające do głosowania, co spowodowało naszą wesołość, biorąc pod uwagę podobne akcje mające w tym czasie na pewno miejsce w Polsce. Tyle, że tam raczej nie zachęcano, żeby swoją ulubionę partię zaznaczyć swastyką.
Po przejściu kolejnych 10 minut zaczął wyłaniać się pierwszy ośmiotysięcznik - Manaslu (8156) i ten widok towarzyszył nam aż do Thanja Phedi, gdzie zatrzymaliśmy się na drugie śniadanie - w moim przypadku osławione pierożki Momo. Okazały się one wyśmienite - w wersji z nadzieniem ziemniaczanym trochę mdłe (lecz nadal bardzo smaczne), ale warzywne miały w środku kapustę (i chili, rzecz jasna) i smakowały doskonale. Stały się stałą pozycją w naszym menu.


Dalsza droga, mimo iż niby tylko godzina wegług Kurczaba, zajęła nam o wiele więcej czasu, bo gdy zza jednego z zakrętów wyłoniła się Annapurna II (7939), to zaczął się szał fotografowania. Zniknęła za jakimiś niższymi, blizszymi szczytami dopiero gdy dotarliśmy do Chame.

Po drodze, w Koto, był punkt kontrolny ACAP, gdzie dopisywali nasz dane do dwóch ogromnych zeszytów. Tam też zrobiliśmy parę zdjęć miejscowych dzieci, które bardzo entuzjastycznie reagowały na późniejsze pokazanie ich na ekraniku LCD.
W Chame pełno ludzi, ale udało nam się znaleźć pusty hotelik (większe szanse na ciepły Solar Shower). Poza ludźmi, w miasteczku jest sklep dla trekkerów, mała gompa (świątynia buddyjska), punkt uzdataniania wody i boisko do siatkówki. Jest też, szumnie rozreklamowany (plakatami wiszącymi wszędzie w promieniu dwóch dni drogi) broadband internet
o zaporowych cenach 100RS za 5 minut. Są też tam usługi telefonii internetowej, już za rozsądniejszą cenę. Zaraz za wioską jest świetny widok na ośnieżone stoki Lamjung Himal (6932) i mocno oflagowany most wiszący, na którym zaobserwowaliśmy, że miejscowi przed wejściem zwykle się przeżegnują.



