Pireneje, dzień V, 11.08.2007

Poranek jak zwykle tak rześki, że się nie chce z namiotu wychodzić, ale w końcu jakoś po 9 ruszamy z myślą, żeby zapamiętać Refuge d'Arrémoulit jako jedno z najpiękniejszych miejsc noclegowych. Droga wiedzie przez przełęcz Collado del Arriel (2448), na której urządziliśmy sobie dłuższy postój, a potem zejście do Refugio de Respomuso.

Collado del Arriel One of the Arriel lakes

Zejście niestety dość kamieniste, a przez to męczące. Do tego słońce smaży, więc ucieszyliśmy się gdy wreszcie stanęliśmy pod położonym nad sztucznym jeziorem schroniskiem.

br2007-sierpień-11 - Pireneje 009.jpg.jpg Respomuso dam

Nie wolno rozbijać namiotów bezpośrednio przy schronisku, wiec byliśmy zmuszeni odejść na jakieś 10 minut drogi. Po rozbiciu namiotu i obiedzie powrót do schroniska w celach higienicznych. Po wzięciu zimnego prysznica odczułem impuls do ścięcia kudłów. Dłuższe (a szczególnie półdługie) pióra w górach to niepotrzebna męczarnia. Aż strach pomyśleć co by było w Himalajach.

Zostawiłem jednak tę sprawę na później, a wieczór spędziliśmy przy butelce miejscowego (firmowanego nazwą schroniska) wina za 5.50€. Nie ma to jak butelka czerwonego wina w schronisku na 2200. Udało nam się nawet załapać na obiad, gdyż do naszego stołu dosiadł się jakiś zmanierowany Francuz ze swoją panną. Coś musiało mu być wyraźnie nie w smak, bo tacę z obiadem chciał odnieść praktywnie nie ruszoną. Szczęśliwie moja czujna reakcja ("Excuse me, you're not going to eat this?") uratowała sytuację i zapewniła nam niezły posiłek.

A w schroniskach tutaj średnia wieku koło 40-ki. Dużo małżeństw z dziećmi, par pod 50-kę. Zupełnie inny przekrój wiekowy niż u nas.


O wpisie