interpretacje międzykulturowe

Słuchając Joy Division przeczytałem o problemach B-XVI w związku z jego dyplomatyczną oracją przeznaczoną dla narodów oświeconych i cywilizowanych ogniem i mieczem chrześcijaństwa. Nie darzę plemion arabskich jakąś przesadną estymą, ale mam szacunek dla ich szacunku wobec słowa. Być może nie rozumieją co to jest: cytat, skrót myślowy i cała ta europejska pokrętność w sferze na rzeczy. Być może wolą biblijną dialektykę: nie to nie, tak to tak.

Nie wiedzą, że Watykan wzrastał w atmosferze rzymskiej i włoskiej dyplomacji: trucizny, sztyletu i pokrętności.

W swojej barbarzyńskiej naiwności sądzą arabowie, że świat opiera się na prawdomówności i odpowiedzialności za słowa oraz czyny. Nie wiedzą biedne turbany, że istnieje w cywilizowanej Europie instytucja rzecznika prasowego, który wyjaśnia i prostuje zbyt pośpieszne i emocjonalne wypowiedzi osobistości jakie reprezentuje. Powinni się nauczyć wynalazcy matematyki, że zbyt długie wysiadywanie na złotym tronie powoduje zadufanie we własne słowa i brak dystansu do rzeczywistości. #

Zgadzam się z tym. A to wszystko dlatego, że odmienność kulturową tak trudno zrozumieć.


O wpisie