Ph'nglui mglw'nafh Cthulhu R'lyeh wgah'nagl fhtagn.
Śniło mi się, że oszalałem. Rozmawiałem sam ze sobą, w językach, których znać nie mam prawa. Przychodzi na myśl aramejski, choć były także niemiecki i portugalski na takich poziomach, do osiągnięcia których mi wiele brakuje. W moim domu, tuż za drzwiami czaiło się Coś - nie strasznego, ale plugawego i bluźnierczego na tyle, że miałem pełną świadomość, że jeśli otworzę te drzwi, to przekroczę granicę zdrowego umysłu, na której balansuję.
Rozmawiałem sam ze sobą, o rzeczach tak kosmicznie nieprawdopodobnych, z taką pewnością siebie i znajomością tematu, że bez wątpienia coś było (jest?) ze mną nie tak. A wszystko to powiązane z domem, w którym mieszkam. Do tego stopnia, że zastanawiałem się jak poprzedni lokatorzy pozostali przy zdrowych zmysłach mieszkając tu 5 miesięcy.
A po obudzeniu sen nie zniknął, ale przeszedł w jawę. Nie pamiętam wszystkiego, lecz to co w mej pamięci pozostało wystarczyło aby kwestionować zdrowie psychiczne. Niezbite przeświadczenie, że senne wizje miejsc nie dających się opisać są czymś więcej niźli jedynie sennymi wizjami, pozostało.
Pierwszą myślą po obudzeniu było - "Jak to się stało, że kładłem się spać normalny, a wstaję wariatem?". Wrażenie bardzo powoli przechodzi po wypiciu ciepłego kubka kakao.
Dla pragnących doświadczyć takiego stanu umysłu podaję recepturę. Do lekkich stanów chorobowo-gorączkowych dodać nocny seans Zewu Cthulhu, oparty o bogatą znajomość literatury lovecraftowskiej.
O wpisie
- Dodano:
- 28 marca 2006, 06:15
- Kategorie:
- prywata
2 komentarze
przeskocz do formularza