juzabiliti
Po krótkich korepetycjach z wprowadzenia do cyfrowej obróbki zdjęć stwierdzam co następuje:
- Mysz dwuprzyciskowa jest nieintuicyjna. Wystarczy raz komuś kazać kliknać prawym, a przez najbliższe 5 minut przy każdym kliknięciu trzeba będzie powtarzać "nie, teraz lewym".
- Podwójne kliknięcie jest nieintuicyjne. Patrz wyżej (s/teraz lewym/wystarczy raz/g).
- Z pogłoskami o tym, że Photoshop jest łatwiejszy w obsłudze od Gimpa jest jak z tymi o śmierci Marka Twaina - są mocno przesadzone.
mało kulturalnie o kulturze
Nienawidzę ludzi wulgarnych w swoim zachowaniu. Nie mam tutaj na myśli słów powszechnie uważanych za takowe, bynajmniej. Mam na myśli pokrzykiwanie do siebie jak można normalnie porozmawiać, głośne rechotanie, zaczepianie z jakimiś durnymi pytaniami gdy nie mam ochoty na durne rozmowy. Nienawidzę pijaków, którzy uważają, że im wszystko wolno, bo "przecież pijany byłem", nienawidzę ćpunów, którzy "przecież nie byli sobą". I znowu, żeby mnie źle nie zrozumieć - sam piję, niemało, czasem nawet dużo za dużo, ale to jest świadoma decyzja. Jak coś zrobię głupiego, to ponoszę konsekwencje, nie wymawiam się, że nie pamiętam, że coś. Jak nie pamiętam, to mi ktoś przypomni, a co najmniej przeprosić trzeba. Zresztą, nawet skuty jak szmata jestem (podobno) spokojny i problemów (poza czasem naturalną bezwładnością) nie stwarzam. Nie wyzywam, nie rzucam butelkami, tylko czasem coś szczerego powiem z głębi serca. A potem głupio, ale głównie mi.
Nie bronię nikomu używek, bronię iluzji braku odpowiedzialności. Bo odpowiesz jak kogoś przejedziesz po pijaku (vide portugalscy kierowcy, których znam takich co po wtoczeniu się do samochodu trochę trzeźwieją jak im głowa bezwładnie opadnie i uderzy w klakson, zapalają i ruszają z piskiem opon i duszą rajdowca), albo gdy kogoś trafisz rzuconą bezmyślnie butelką. Czy to tak trudno po prostu nie pić, jak widać, że to nie służy? Najwyraźniej.
Ale ja nie o tym chciałem, miało być o narzucaniu innym swojej osoby. To już tak bliżej tematu - nienawidzę palaczy. To nawet nie chodzi o to, że zabraniam innym palić w moim towarzystwie. Ja bardzo bym chciał, ale nie mam w zwyczaju narzucać swojej woli innym. Ale nie, jeśli cholera chodzi o mój pokój, którego wywietrzenie to chyba jedynie robota dla Herkulesa metodą gospodarczą wdech-wydech. Bo okna za małe i się nie otwierają specjalnie. A ja widzę kolesia z kraju gdzie "wszyscy palą", który nawet nie pyta czy może, tylko po wyciagnięciu fajek i obmacaniu kieszeni pyta czy mam zapalniczkę. Pewnie, że mam, ale mam też taką uwagę, że ja nie palę i nie lubię dymu więc nie chcę, żeby palił tutaj, a zapalniczka tam w kąciku leży. No to pan przyjął to bardzo kulturalnie, pokiwał, że tak, że rozumie, że oczywiście, że wie, że nie palę, ale pokazał jak to wszystko ma głęboko w dupie, odchodząc dwa metry od biurka i tam zapalając. Bo to przecież już nie "tutaj", a "tam" i problemu nie ma. Dym w magiczny sposób po przeleceniu półtora metra zamienia się w świeże alpejskie powietrze, które ja z lubością wciągam do płuc. Nie? A to przepraszam, nie wiedziałem. Bo przecież zjawisko dyfuzji w przyrodzie to coś czego się nie spodziewamy. Jak, nie przymierzając, drogowcy zimy. A po doprecyzowaniu, co to jest "tutaj" i że "tam" to jest na korytarzu akademika koleżka zrobił zdziwione oczy i poszedł zapalić w przedpokoju. A to, że przyszedł jedynie po to, żeby ode mnie zerżnąć jeden projekt to nic nie znaczący detal historii.
A imprezy gdzie wszyscy siedzą w zamknietym pokoju, piją piwo i wdychają mniej lub bardziej woluntarnie powietrze szarej barwy już mnie nie bawią. I nie chodzę.
porannie
Wstając dzisiaj z łóżka zobaczyłem leżącą na szafce kartkę, która napisałem sam do siebie, wróciwszy wcześnie nad ranem. Notka następującej treści:
Piatek - 19.00 trening u Sapo (zamykam 1 oko)
Czyli okazało się, że jednak chyba po pijaku czasem widzę podwójnie, a jakoś nigdy nie zapada mi w pamięć ten fenomen.