portugalski black metal wokalnie nie różni się od polskiego
Chcąc chłonąć obcą kulturę w miarę jej i moich możliwości wybrałem się razu pewnego (czyt. dzisiaj, choć formalnie dzień to był wczorajszy) na koncert dwóch portugalskich zespołów black metalowych, o klasycznych nazwach, znaczy na tyle tru, że pod logiem zespołu umieszczano jego nazwę inną, czytelną dla odmiany, czcionką. Otrzymawszy mimo godzinnego spóźnienia bilet o niewygórowanym numerze dwudziestym trzecim, konsumując piwo zająłem miejsce pod ścianą przytłoczony dwudziesto dwuosobowym tłumem, odzianym równo i bez wyjątku w skóry, większości w postaci kurtek, ale można też było przyuważyć inne części garderoby. Koncert nie zawiódł mych oczekiwań, ichnie wydanie tego gatunku muzycznego stanowi dla mnie takąż samą osobliwość jak wydanie polskie, a w jakim języku śpiewają mogłem oczywiście jedynie zgadywać.
Już po zakończonym (przynajmniej dla mnie, zmęczonego owymi mrocznymi rytmami) koncercie uciąłem sobie krótką pogawedkę z parą miejscowych, których uczucie w mojej ojczyźnie nie miałoby prawa przetrwać. On - śpiewający 'ninguem para o Benfica' kibic tegorocznych pogromców Manchesteru, ona - przewiązana zielonym szalikiem Sportingu. Oboje czekający na swoje dogasające przy barze drinki umilili i mi owo oczekwianie chwilą rozmowy. Na moje zdziwienie, że razem oglądali dzisiejszy mecz, w którym wspomniany Sporting rozniósł równie wspomnianą Benficę trzy do jednego, odpowiedzieli równie co moja zdziwionymi minami. W ich przypadku zamiłowanie do piłki łączy, a nie dzieli, mimo różnych drużyn.
A teraz z uczuciem spełnionego grafomana czas iść spać.
O wpisie
- Dodano:
- 29 stycznia 2006, 02:10
- Kategorie:
- Portugalia prywata
3 komentarze
przeskocz do formularza