filmowo

Jak to się dzieje, że film na którego obejrzenie w domu żal byłoby mi czasu podczas wizyty w kawiarni wzbudza we mnie chęć wypicia piwa, tylko po to aby mieć pretekst do oglądania go dłużej? Bo przecież Die another day to nie jest żadne dzieło. Może należy to wiązać z robotą, która na mnie czekała w pokoju.

A poza tym, Hooligans byłoby lepsze, gdyby nie obsadzenie hobbita w głównej roli. No i ta muzyka. No i dialogi trochę nie te. Generalnie to w ke prawdę piszą. Chociaż, przyznać trzeba, akcent i niektóre slangowe wyrażenia mi się podobały.


O wpisie