Bollywood i rosyjska konkurencja
O ile mi dobrze wiadomo, jeszcze żadnej produkcji bollywoodzkeij nie miałem okazji obejrzeć. Jakoś nie odczuwam z tego powodu żadnego żalu, ani poczucia utraty pewnego wachlarza doświadczeń, bo do kinomana mi daleko. A dzisiaj stwierdziłem, że przynajmniej jeden z bollywoodzkich reżyserów - Vikram Chopra już sobie zasłużył na omijanie go przeze mnie szerokim łukiem za swoja przeróbkę Fight Clubu. Filmu nie widziałem i nie zamierzam, bo i po co mam się denerwować, wystarczyły mi dwa trejlery i kilka promujących film krótkich teledysków (sic!), bo trejlerami ich nazwać nie można. A dostępne są one tu, tam i gdzieś indziej.
A z innej beczki, dobrze zapowiada się rosyjski horror Wij (trejler)- wygląda na to, że straszyć będą potwory z naszego kręgu kulturowego, co już samo w sobie mnie cieszy, bo dość mam amerykańskich zombie (czego się spodziewać po nacji, której historia zaczęła się w 16tym wieku?), czy japońskich klątw (przerabianych na tysiące sposobów). Czyżby znowu się okazywało, że rosyjska fantastyka stoi na wysokim poziomie?
portugalski black metal wokalnie nie różni się od polskiego
Chcąc chłonąć obcą kulturę w miarę jej i moich możliwości wybrałem się razu pewnego (czyt. dzisiaj, choć formalnie dzień to był wczorajszy) na koncert dwóch portugalskich zespołów black metalowych, o klasycznych nazwach, znaczy na tyle tru, że pod logiem zespołu umieszczano jego nazwę inną, czytelną dla odmiany, czcionką. Otrzymawszy mimo godzinnego spóźnienia bilet o niewygórowanym numerze dwudziestym trzecim, konsumując piwo zająłem miejsce pod ścianą przytłoczony dwudziesto dwuosobowym tłumem, odzianym równo i bez wyjątku w skóry, większości w postaci kurtek, ale można też było przyuważyć inne części garderoby. Koncert nie zawiódł mych oczekiwań, ichnie wydanie tego gatunku muzycznego stanowi dla mnie takąż samą osobliwość jak wydanie polskie, a w jakim języku śpiewają mogłem oczywiście jedynie zgadywać.
Już po zakończonym (przynajmniej dla mnie, zmęczonego owymi mrocznymi rytmami) koncercie uciąłem sobie krótką pogawedkę z parą miejscowych, których uczucie w mojej ojczyźnie nie miałoby prawa przetrwać. On - śpiewający 'ninguem para o Benfica' kibic tegorocznych pogromców Manchesteru, ona - przewiązana zielonym szalikiem Sportingu. Oboje czekający na swoje dogasające przy barze drinki umilili i mi owo oczekwianie chwilą rozmowy. Na moje zdziwienie, że razem oglądali dzisiejszy mecz, w którym wspomniany Sporting rozniósł równie wspomnianą Benficę trzy do jednego, odpowiedzieli równie co moja zdziwionymi minami. W ich przypadku zamiłowanie do piłki łączy, a nie dzieli, mimo różnych drużyn.
A teraz z uczuciem spełnionego grafomana czas iść spać.
ankiety
They found around 80% of pupils thought scientists did "very important work" and 70% thought they worked "creatively and imaginatively". Only 40% said they agreed that scientists did "boring and repetitive work". [źródło]
Czyli co najmniej 10% stwierdziło, że mimo iż naukowcy mają nudną i nieciekawą pracę, to wykonują ją kreatywnie i z wyobraźnią. A może po prostu owo 10% wierzy, podobnie jak ja, że ich zadaniem jest dodawanie pewnej entropii wypełnianym ankietom. Tak czy inaczej, Heil Eris!
Jeszcze bardziej zaskakujące są wyniki innej ankiety, która dowodzi głównie, że grupa odwiedzająca portal Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie nie jest grupą reprezentatywną.

I jak tu wierzyć statystykom?
filmowo
Jak to się dzieje, że film na którego obejrzenie w domu żal byłoby mi czasu podczas wizyty w kawiarni wzbudza we mnie chęć wypicia piwa, tylko po to aby mieć pretekst do oglądania go dłużej? Bo przecież Die another day to nie jest żadne dzieło. Może należy to wiązać z robotą, która na mnie czekała w pokoju.
A poza tym, Hooligans byłoby lepsze, gdyby nie obsadzenie hobbita w głównej roli. No i ta muzyka. No i dialogi trochę nie te. Generalnie to w ke prawdę piszą. Chociaż, przyznać trzeba, akcent i niektóre slangowe wyrażenia mi się podobały.
projekt w portugalskim stylu
Przed świętami dostałem do napisania kolejny projekt z Publikacji Cyfrowych. Wraz z kolegą mieliśmy napisać skrypt do zamiany danych z bazy księgowości do postaci XML jaką życzy sobie otrzymać tamtejsze ministerstwo finansów (albo też urząd skarbowy, pewien nie jestem). W końcu projekt z prawdziwego zdarzenia, klient, założenia, a co najważniejsze, ktoś kiedyś będzie teog używał. Podobnie było poniekąd z poprzednim projektem z tego przedmiotu dla miejscowego szpitala, ale jakoś tam nie znając języka i nie uczestnicząc w spotkaniach jakoś nie widziałem jak to się w końcu skończyło.
No to zabraliśmy się do roboty, dane otrzymywane w CSV (oczywiście zbastardyzowanym, bo rozdzielanym średnikami), prosty programik do zamiany na XML jest, jakoś to wszystko obudować i zwalidować czy dane są dobrej postaci, czy nie wkradł się błąd. I pierwszy psikus, ów napisany w C csv2xml wysypuje się na plikach utf-16. Nie zmniejszyło to jednak mojego zapału i popełniłem krótki skrypt w Rubym, czyniący mniej więcej to samo, tyle że dla odmiany skutecznie.
Czas na chochlika numer dwa - stworzony plik xml (o płaskiej
strukturze, bo przecież stworzony z csv) nie ma żadnej z właściwości bogato rozbudowanej, drzewiastej struktury prezentowanej w załączonej schemie. Ba, nie ma nawet części z wymaganych pól. Można to nawet ustalić jednym rzutem oka, bez pomocy walidatora obsługującego xsd, napisanego w Javie, którego wynalazł mój kolega. No to w takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak wizyta u "klienta". Tam wykładowca mówi to co my obaj myślimy, że generowanie tego xmla z pdoanego csv nie ma najmniejszego sensu.
Efektem jest zmiana profilu naszych działań. CSVem się już zajmować nie będziemy, jedynie pozostaje napisać validator dla już jakoś tam wygenerowanych xmli względem podanego xsd. Po bliższym przyjrzeniu się jednak przykładowym danym (autentyczne dane osobowe pracowników uniwersytetu) i plikowi xsd dochdozimy do wniosku, że to chyba jakiś żart, bo nie ma między nimi żadnego podobieństwa. Pomijając już fakt, że według xsd dokument nie powinien posiadać znacznika korzennego (ang. root tag), co oile dobrze pamiętam, stoi w konflikcie ze specyfikacją xml. Ale to detal.
Istnieje możliwość, że to po prostu nowy format rządowych danych, a nie jakaś głupia pomyłka i będziemy wtedy zajmować się przerabianiem istniejących prowizorycznych skryptów, aby mieli w księgowości co w marcu wysłać. Ale w głębi serca mam nadzieję, że nikt nie będzie widział co, jak i dlaczego i stwierdzą, że nie mają pojęcia jak ten projekt by miał się dalej toczyć, więc go zakończą. Co by mnie specjalnie nie zdziwiło. I ucieszyło, bo niedobitki entuzjazmu też już uleciały.
Ale nie jest tak źle, skrypt csv2xml.rb się pewnie kiedyś przyda, a i walidator z użyciem xsd również. Bo te ostatnie trudno jakoś znaleźć w satysfakcjonującej postaci (czyt. offline).