Rebel Without a Cause
Kiedyś to umieli robić filmy. A może po prostu przetrwała pamięc tylko o tych najlepszych? Chyba nie, bo z naszych czasów obawiam się, że ludzie będą pamiętać Titanica i Władcę Pierścieni. A kiedyś ważne były takie filmy jak "Obywatel Kane", czy inny "Buntownik bez powodu". Czas chyba zapoznać się z resztą historii kina (vide "Nóż w wodzie", o którym zapominam od paru miesięcy), bo "Buntownik.." okazał się być znakomity.
Oczywiście jest się do czego przyczepić - dorośli grali licealistów (poza Platonem, który wyglądał dla odmiany jak z podstawówki), napuszone dialogi i jednoplanowe postacie, ale nie zmienia to faktu, że po filmie coś zostaje. Mimo, że filmów o "trudnej młodzieży z amerykańskiego hajskula" parę już widziałem. No i poznałem Jamesa Deana - bożyszcze kobiet, podobno. Znowu wyszło na to, że kogo ja nie znam? Sławnych ludzi.
O wpisie
- Dodano:
- 04 grudnia 2005, 04:22
- Kategorie:
- film
Dodaj komentarz
przeskocz do formularza