festa de semaforo

Podziwiam portugalskie zacięcie do organizowania coraz to nowych pretekstów do imprez, na których po prostu musisz być. W ten piątek jest polskie party niepodległościowe, za tydzień erazmusowe party, a za dwa - hiszpańskie party. Pomijając oczwiście te, które odbywają się co tydzień.

A wczoraj było tytułowe "Traffic lights party". Impreza gdzie na wejściu oznaczało się swoją dostępność przez naklejenie odpowiedniego koloru (czerwony/żółty/zielony), aby pijani bywalcy wiedzieli czy jest sens zagadywać. Leniwy naród, ale pomysł niegłupi. Oczywiście obecność obowiązkowa.

A dzisiaj po dwóch tygodniach zmagań z okolicznościami losu i własnym lenistwem chyba w końcu oddam pierwszą część zadań z Computação. Ale nigdy nic nie wiadomo.

Update - a frekwencja na zajęciach o 9 wyniosła 50%. I tak zaskakująco wysoka. Jakoś mało socjalni ci informatycy.


O wpisie