wycieczka po południowej Hiszpanii - turystycznie

Gibraltar

Gdzie on leży, każdy wie. Że to prawdziwie brytyjska kolonia można się łatwo przekonać na granicy, bo np. z Rumunii bez wizy się nie wjedzie. Choć podejrzewam, że wejść to by się dało, bo sprawdzanie paszportów polega tam na machnięciem nim z półtora - dwóch metrów mniej więcej w kierunku strażnika. Przy wjeździe samochodem kontrola jest bardziej wnikliwa - patrzą na nazwę kraju wypisaną na okładce i na tej podstawie podejmują decyzję czy w ogóle zaglądać do środka. Zaglądają jedynie gdy wjazd wymaga wizy chyba. Cóż za połączenie brytyjskich przepisów z hiszpańskim lenistwem.

Zaraz po wjeździe trudno nie zauważyć lotniska. Naprawdę trudno, bo droga do centrum miasta prowadzi właśnie w poprzek pasa startowego i jest zamykany, gdy ów pas jest w użytku.

Wszelkie napisy są w języku angielskim, mimo że na ulicach częściej słychać hiszpański (no może raczej tzw. Spanglish). Brytyjczycy niby mieszkają w swoich własnych osiedlach, ładnych, przestronnych, mocno strzeżonych, ale można ich również często zauważyć w knajpach, dzieci na placach zabaw, spacerujących ulicą. Wygląda na to, że nie ma tam raczej jakichś podziałów narodowościowych, raczej ekonomiczne, jak wszędzie. Co ciekawe, nawet mieszkańcy, którzy po angielsku mówią nie najlepiej, za to po hiszpańsku doskonale, czują się Gibraltalczykami i reagują z oburzeniem na jakąkolwiek wzmiankę o tym, że Gibraltar mógłby być częścią Hiszpanii.

A najcenniejszym towarem na tej wyspie chyba są miejsca parkingowe. Ilość tablic o zakazie parkowania (czy to wydanym przez policję, czy to właściciela terenu) na pewno przewyższa ilość wszelkich pozostałych znaków. I to chyba kilkakrotnie.

Ceuta

Hiszpańskie wolne miasto (jakkolwiek dziwnie to brzmi) w północnej Afryce. Wygląda bardzo europejsko, choć trzeba przyznać, że można przyuważyć ludzi w charakterystycznych marokańskich czerwonych czapkach, albo innych togach. W każdym razie Arabów jest dużo. Na tyle dużo, że to na moją aryjską fizjonomię patrzono jak na coś dziwnego.

Nie podobało mi się. Taka szopka dla turystów.

Malaga

Wiele możnaby pisać, bo Malaga jest po prostu piękna. Przynajmniej z tych stron, które dane mi było w moim niezwykle krótkim okresie pobytu zobaczyć. To znaczy kamieniczki w centrum, twierdzę Gibrafaro górującą nad miastem, muzeum Picassa. Wizyta w tym ostatnim sprawiła, że zmieniłem mój stosunej do twórczości tego artysty. Z dość radykalnej co on za bzdury maluje, a ludzie głupi, że to za sztukę uważają na szkice są beznadziejne, ale to co namaluje jest świetne. A to już bardzo poważna zmiana w moim wypadku.


O wpisie