ciało biurokratyczne

Pierwsze starcie z absurdalną biurokratyczną rzeczywistością w tutejszym wydaniu za mną. Otóż odbył się dzisiaj poczęstunek dla wszystkich zagranicznych studentów i wykładowców z przemówieniem prezydenta miasta. Rozesłano nawet zaproszenia z odpowiednim 10-dniowym wyprzedzeniem (jesli wierzyć dacie na liście). Niestety, rozesłano je na adres uniwersytetu, a nie konkretnych studentów, tak więc muszę z żalem przyznać, że moje do mnie jeszcze nie dotarło. Tak więc o terminie spotkania dowiedziałem się od koleżanki, która swoje otrzymała na pierwszych zajęciach kursu portugalskiego (na których ja nie byłem ze względu na pomyłkę w liście rozesłanym przez prowadzącą odnośnie terminów spotkań, ale to inna historia).

Przeglądając Kasi zaproszenie zauważyłem kilka rzeczy, które mogłyby utrudnić mi uczestnictwo w tym mogącym już się nie powtórzyć spotkaniu z prezydentem. Pierwszą był fakt, że zaproszenia były imienne, tak więc nie mogłem po prostu pożyczyć od kogoś kto się nie wybierał. Drugą była konieczność uprzedniego potwierdzenia obecności na 3 dni wcześniej (tutaj jako ciekawostkę dodam, że większość ludzi, którzy otrzymali zaproszenia dostało je właśnie na jakieś 20 minut przed upłynięciem podanego terminu potwierdzenia), z której to możliwości jak się później okazało prawie nikt nie skorzystał. Część po prostu nie zrozumiała portugalskiego tekstu, a reszta (Hiszpanie) była na tyle leniwa, że nie chciało im się doczytywać do końca. Trzecią była niepewność gdzie dokładnie odbywa się to spotkanie. Oczywiście adres był umieszczony, ale niewiele mi on mówił, niestety.

W rzeczywistości jednakże odnalezienie miejsca spotkania było bezproblemowe, na wejściu o żadne zaproszenia, nazwiska czy potwierdzenia nie pytano, a porto w barku było całkiem smaczne. A i na narty jak spadnie śnieg zostałem zaproszony przez instruktora narciarskiego. Podejrzewam, że poza mną również spora część uczestników spotkania.

Czyli jak zwykle okazało się, że tu żadnymi papierami przejmować się nie trzeba, wszystko jest do załatwienia, a ludzie niczego nie utrudniają. Nawet w takich instytucjach jak urząd miejski, do wizyt w których to placówkach zawsze się specjalnie przygotowuję, np. słuchając relaksującej muzyki przed wejściem.


O wpisie