redesign

Na skutek zainspirowanych rozmową z pewnym osobnikiem zabaw układem trzykolumnowym powstał sam nie wiem specjalnie kiedy i jak nowy szablon. Uznam go chyba za nieustającą betę i pole do eksperymentów. Osoby oczytane w tzw. literaturze fachowej bez problemu rozpoznają wzorce.

Zauważyłem również, że miał na mnie wpływ artykuł March to your own standard Mike'a Davidsona. Wygląd pod większością przegladarek (w tym IE) był dla mnie większym wyznacznikiem niż walidator. Ale znaczka this page is NOT valid XHTML nie umieszczałem, bo i po co? Jedynie drobny dodatek dla buszujących w kodzie.

A Macromedia Dreamweaver 8 jest świetny. Mam jeszce dwa tygodnie, żeby się pobawić moją wersją testową. Trzeba będzie w pełni wykorzystać.

Poza tym, po zobaczeniu u Riddle'a zrzutu ekranu z Travian postanowiłem zobaczyć jak się ta gra prezentuje. I prezentuje się wciągająco. Bardzo.

 

ciało biurokratyczne

Pierwsze starcie z absurdalną biurokratyczną rzeczywistością w tutejszym wydaniu za mną. Otóż odbył się dzisiaj poczęstunek dla wszystkich zagranicznych studentów i wykładowców z przemówieniem prezydenta miasta. Rozesłano nawet zaproszenia z odpowiednim 10-dniowym wyprzedzeniem (jesli wierzyć dacie na liście). Niestety, rozesłano je na adres uniwersytetu, a nie konkretnych studentów, tak więc muszę z żalem przyznać, że moje do mnie jeszcze nie dotarło. Tak więc o terminie spotkania dowiedziałem się od koleżanki, która swoje otrzymała na pierwszych zajęciach kursu portugalskiego (na których ja nie byłem ze względu na pomyłkę w liście rozesłanym przez prowadzącą odnośnie terminów spotkań, ale to inna historia).

Przeglądając Kasi zaproszenie zauważyłem kilka rzeczy, które mogłyby utrudnić mi uczestnictwo w tym mogącym już się nie powtórzyć spotkaniu z prezydentem. Pierwszą był fakt, że zaproszenia były imienne, tak więc nie mogłem po prostu pożyczyć od kogoś kto się nie wybierał. Drugą była konieczność uprzedniego potwierdzenia obecności na 3 dni wcześniej (tutaj jako ciekawostkę dodam, że większość ludzi, którzy otrzymali zaproszenia dostało je właśnie na jakieś 20 minut przed upłynięciem podanego terminu potwierdzenia), z której to możliwości jak się później okazało prawie nikt nie skorzystał. Część po prostu nie zrozumiała portugalskiego tekstu, a reszta (Hiszpanie) była na tyle leniwa, że nie chciało im się doczytywać do końca. Trzecią była niepewność gdzie dokładnie odbywa się to spotkanie. Oczywiście adres był umieszczony, ale niewiele mi on mówił, niestety.

W rzeczywistości jednakże odnalezienie miejsca spotkania było bezproblemowe, na wejściu o żadne zaproszenia, nazwiska czy potwierdzenia nie pytano, a porto w barku było całkiem smaczne. A i na narty jak spadnie śnieg zostałem zaproszony przez instruktora narciarskiego. Podejrzewam, że poza mną również spora część uczestników spotkania.

Czyli jak zwykle okazało się, że tu żadnymi papierami przejmować się nie trzeba, wszystko jest do załatwienia, a ludzie niczego nie utrudniają. Nawet w takich instytucjach jak urząd miejski, do wizyt w których to placówkach zawsze się specjalnie przygotowuję, np. słuchając relaksującej muzyki przed wejściem.

 

Recepção ao Caloiro - dzień trzeci

Popołudnie trzeciego dnia Powitania świeżo upieczonych studentów to zwolnienie z zajęć całego uniwersytetu, żeby studenci mogli uczestniczyć w paradzie podążającej ulicami miasta. Każdy wydział przebiera swoich caloiros(świeżo upieczonych studentów) w stroje w kolorach wydziałowych. Oprócz tego caloiros wytaczają machinę, która budowali skrycie przez ostatnie 3 tygodnie i ze śpiewem na ustach (nauka piosenek też była w postaci intensywnego 3-tygodniowego skrytego kursu) i butelkami w rękach przemierzają ulice miasta.

Budowanie pojazdów ma cel dwojaki. Pierwszym jest konkurs uniwersytecki na wydział najlepiej prezentujacy się na paradzie. Drugi to uzyskanie sposobu transportu alkoholu w trakcie parady. Nie można w końcu cały czas chodzić z butelkami w ręku, czy torbie. A tak cały magazyn jest w pojeździe. Źródełkiem jest również tradycyjny wóz ciągnięty przez osła, na którym leżą beczki wina. Każdy student (a pewnie i nie tylko student) może podejść z kubkiem, butelką, czy też baniakiem pięciolitrowym, nalać sobie wina i kontynuować zabawę.

Studenci od rana się przygotowują, głownie zwilżając gardła, aby łatwiej było im głośno śpiewać, a owoce tego przygotowania są dość widoczne. Uczestnikom uśmiechy z ust nie schodzą, krzyczą, śpiewają, walą w bębny z zadziwiającą energią. Tylko czasem któryś pijany spadnie z pojazdu konkursowego, albo zostanie odholowany na bok przez kolegów, gdyż w jego stanie upojenia alkoholowego pozostaje mu jedynie zjazd do boksu.

Ochrona wspomnianej imprezy praktycznie nie istnieje. Cztery razy widziałem jakichś policjantów. I to chyba było jedynie dwóch, widzianych kazdy dwukrotnie. O agencjach ochrony tu chyba nikt nie słyszał, co mogłoby wydawać się szokujące dla kogoś kto widuje ochronę na polskich juwenaliach. Nie, nie mam na myśli jedynie tych pamiętnych w Łodzi. Tyle, że różnica jest taka, że tutaj absolutnie nic złego się nie dzieje. Znaczy, osobom postronnym. Bo po studentów często kursowała karetka. U nich po prostu nie ma zwyczaju, żeby pijanych zostawiać na ulicy. Przyjeżdżał ambulans, wsadzali ich do środka, do szpitala na parę godzin i nie ma problemu. Aha, jeszcze opiekun tradycyjnego osła został odwieziony. Najwyraźniej mu nie posłużyło wino jadące na wozie, bo postanowił uciąć sobie drzemkę na bruku na środku rynku, pod urzędem miejskim.

Jednak możliwość spokojnego picia alkoholu na ulicy jest świetna. Dlaczego w Polsce pozbawiają nas takich podstawowych praw?

A część nocna dnia trzeciego zaczyna się za jakieś 20 minut. Parada to była taka rozgrzewka i zadośćuczynienie tradycji. Impreza dzisiejsza dopiero się zacznie ;)

 

Recepção ao Caloiro - dzień pierwszy

Duch studencki żyje tu i się rozwija. Wczoraj na początek tygodnia pod hasłem Recepção ao Caloiro odbyła się impreza w stylu prawdziwie studenckim. W jakiejś ogromnej hali (pod dachem, bo pora deszczowa) stoi scena, wystrój spartański, żeby było później łatwiej posprzątać, gołe ściany, podłoga w stylu fabrycznym. Na wejściu każdy otrzymuje paczkę gumek i kufel piwa, który można za darmo napełniać w jednym z sześciu (a może czterech, pamięć coś mi szwankuje) miejsc. Masowo dostępne darmowe piwo zaowocowało wspaniałą atmosferą (chyba, że ktoś ma obiekcje względem bycia nim oblewanym przez nieznanych ludzi) i ogromnymi kałużami na podłodze. Dodać do tego można ogromną rzeszę ludzi bawiących się bez żadnej dawki agresji i otrzymujemy świetną imprezę, której wizja na pewno nie zrodziłaby się w umysłach władz mojego uniwersytetu. Nie mówiąc już o realizacji.

A to dopiero pierwszy dzień obiecująco zapowiadającego się tygodnia. Aha, wróciłem do domu po 6 rano. I, tak, poszedłem na zajęcia na 11.

 

do przeczytania

Obecne czasy charakteryzują się tym, że ludzie głupi i pospolici nie tylko nie wstydzą się tego, że są głupi i pospolici, ale jeszcze żądają, by głupota i pospolitość stały się ogólnym prawem.

[...]

Prawdą jest, że na świecie, w każdej chwili, a zatem także teraz, dzieje się na raz nieskończenie wiele rzeczy [...] Ze względu na to, że poznanie całej pełni rzeczywistości jest niemożliwe, nie pozostaje nam nic innego jak arbitralne konstruowanie rzeczywistości i zakałdanie, że rzeczy dzieją sie w jakiś określony sposób. Dzięki temu otrzymujemy schemat, to znaczy pojęcie lub też siatkę pojęć. Siatkę tę nakładamy na prawdziwą rzeczywistość i dopiero wówczas uzyskujemy jej przybliżony obraz. Natomiast naprawdę zawiłą i skomplikowaną jest konkretna rzeczywistość życiowa, zawsze jedyna w swoim rodzaju. Kto potrafi dokładnie się w niej zorientować, kto pod zewnętrznym chaosem każdej sytuacji życiowej umie dostrzec tajemną anatomię chwili, czyli, ogólnie biorąc, kto się w życiu nie gubi, ten ma naprawdę otwartą głowę. Spójrzcie na otaczających was ludzi, a zobaczycie, jak idą przez świat zagubieni; jak lunatycy, popychani przez przeznaczenie dobre lub złe, nie mając nawet pojęcia o tym, co się z nimi dzieje. Usłyszycie, jak mówiąc o sobie i o otaczającym ich świecie używają określeń taksujących, co by wskazywało na to, że mają na ten temat wyrobione poglądy. Jednak już zupełnie powierzchowna analiza pozwoli nam stwierdzić, że nie odzwierciedlają one wcale rzeczywistości, do której się rzekomo odnoszą; natomiast głębsza ich analiza dowodzi, iż nie mają one nawet pretensji do tego, by sie do tej rzeczywistości dopasowywać. A wręcz przeciwnie: jednostka stara się za ich pomocą stworzyć sobie własną wizję życia i rzeczywistości. Bowiem życie to chaos, w którym człowiek czuje się kompletnie zagubiony. Podejrzewa, iż tak jest, ale przeraża go myśl o spotkaniu się twarzą w twarz z ową straszna rzeczywistością i stara sie ją zasłonić kurtyną fantasmagorii, na której wszystko jawi mu się jasne i wyraźne, używa ich jako okopów, z których broni się przed życiem[...].

Człowiek o otwartej głowie to ten, który wyzwoliwszy się spod władzy owych fantasmagorycznych "poglądów" spotyka się z życiem twarzą w twarz, przyjmuje do wiadomości, że wszystko jest w nim problematyczne i czuje się zagubiony. Ponieważ jest to świętą prawdą - żyć znaczy czuć się zagubionym - ten, kto to przyjmuje, zaczyna sam siebie odnajdywać, zaczyna odanjdywać swą autentyczną rzeczywistość i staje wreszcie na twardym gruncie. Instynktownie, jak rozbitek, szuka czegoś, czego mógłby się uchwycić; ta nie cierpiąca zwłoki, tragiczna potrzeba, absolutnie prawdziwa, skoro chodzi przecież o uratowanie życia, zmusza go do uporządkowania życiowego chaosu. Jedyne prawdziwe poglądy to poglądy rozbitka. Cała reszta to retoryka, poza, farsa. Kto się nie czuje prawdziwie zagubiony, ten gubi się bezpowrotnie, a więc nigdy nie odnajdzie siebie samego, nigdy się nie zetknie z prawdziwą rzeczywitością.

"Bunt mas", Jose Ortega Y Gasset