Covilha - wełniane tkaniny i codzienny targ.
Jedyną informacją, jaką znalazłem w przewodniku o mieście gdzie mi przyjdzie spędzić prawie rok było, że codziennie odbywa się tu targ, a miasto słynie z wyrobów z tekstylnych z jakiegoś specjalnego rodzaju wełny. Targu nie widziałem, a tekstyliów już nie ma. "Jak weszli do Unii Europejskiej, to wszyscy pobankrutowali. A żeby budynki fabryczne nie stały puste, to zrobili w nich uniwersytet.
" A pewnie, żeby był ktoś komu by chciało się chodzić na zajęcia, to ściągają studentów z zagranicy.
Jak już zdążyłem napomknąć, Portugalczycy nie lubią się przemęczać. Na przykład odnawiając budynki, duża część domów w mieście (a przynajmniej w centrum) wygląda jak zniszczone kamienice z okolic Jeżyc, bądź Wildy. Można niektórym nawet zajrzeć do środka przez dziury w dachu, który się zapadł do środka. Są też domy o jedynie 3 ścianach - tych, z którymi łagodniej obszedł się czas.
Poza tym, jak na takie małe miasto, gdzie wszędzie można dojść pieszo, jest zaskakująco duży ruch samochodowy. Chociaż jest może na to wytłumaczenie - jeżdżą samochodami, bo po mieście się czasem ciężko chodzi. Chodniki, na których zmieściły by się obok siebie dwie osoby należą do rzadkości, na niektórych ulicach w ogóle nie ma takowych - z jednej strony ściana kamienicy, z drugiej mur, po bokach tylko wąskie rynsztoki, a środkiem ulica.
A co do sposobu jazdy, to jest on taki jak reszta ich życia - niefrasobliwy. Byłem świadkiem sceny, gdzie kobieta jak zobaczyła, że musi stanąć, bo czerwone światło, to wysiadła z samochodu (zostawiając go na chodzie) i poszła do pobliskiej apteki. Wróciła dopiero jak kierowcy przyblokowani przez nią (uliczka była na szerokość jedynei jednego samochodu) zaczęli trąbić. Ale i tak się nie spieszyła. W sumie, jedno było dziwne w tej scenie - że chciało im się w ogóle na klakson naciskać. Albo, że ona światła respektuje.
Portugalia - pierwsze wrażenie
Coraz bardziej wierzę w stereotypy - Polacy piją, u Niemców musi być porządek, a Portugalczycy są niefrasobliwi. Choć to chyba zbyt słabe słowo - po prostu nic im się nie chce zrobić teraz, a kiedyś się na pewno jakoś samo ułoży. Najlepiej bez ich interwencji.
W kraju obowiązuje w środku dnia sjesta. Wszystkie urzędy, biura, itp. są zamykane na półtorej, dwie godziny. Oczywiście nie wszystkie w tym samym czasie. Na dworcu panowała od 11.30 do 12.55, podczas gdy w informacji turystycznej zaczynała się o 12.30. Nie to, żeby był jakiś ogromny upał nie do zniesienia, temperatura nie odbiegała od ostatnich wrześniowych poznańskich. Ale to pewnie nie ma znaczenia - założę się, że zimą też mają sjestę. A co się będą przemęczać.
Dowiedziałem się również, że naukę zaczynam nie 16ego (lub 18ego) jak to było w latach poprzednich, ale 26ego (lub 28ego - panie w Dziale Współpracy z Zagranicą nie była pewna, w końcu to taki detal mało ważny). A studenci pewnie w październiku zaczną się zjeżdżać. Tak więc okazało się, że mam trzy tygodnie na zwiedzenie owego pięknego kraju zanim zacznie się nauka. O ile w ogóle się zacznie.
Koordynatora, u którego miałem ustawić sobie plan zajęć oczywiście nie ma. Znaczy - "Jest na pewno. Co, bliście w pokoju i go tam nie ma? Był rano, to pewnie już sobie gdzieś poszedł. Może jutro będzie.
". A z tym planem to generalnie pośpiechu nie ma, bo mimo, że niby trzeba to załatwić przed rozpoczęciem zajęć, to pewnie w dniu rozpoczęcia spokojnie wystarczy. A i 3 dni później jak przyjdę też nie będzie źle. Tak przynajmniej pomocna pani stwierdziła.
W mieście spotkaliśmy jednego Polaka, który był akurat doktorem z naszego uniwerku. Przypadkowo chłopaki się na niego natknęli jak bezowocnie (podwójna bariera - język i mentalność) próbowali się czegoś dowiedzieć. Widać, że ów doktor przejął przynajmniej niektóre portugalskie zwyczaje, bo powiedział - "tak, tak, wszystko załatwimy, ale teraz lepiej napijmy się kawy.
". Ponadto dowiedzieliśmy się, że przychodzenie na zajęcia wcześniej niż 15 minut po ich rozpoczęciu nie ma sensu, bo i tak wtedy nikogo nie zastaniemy.
Generalnie Portugalczycy nie wyglądają na przemęczonych. Dziwnym nie jest.
I will not fix your computer - the neverending story
Jak ktoś mi powie, że Windows jest łatwiejszy i wygodniejszy w instalacji niż Linux, to będę gryzł. I kopał. I rzucał odgryzionym mięsem. I chipami AC'97.
podróż przez magiczne miasto
Przechodzień wpatrzony w rozkład jazdy autobusów zniknął, gdy po przejściu paru metrów obejrzałem się. Zwyczajnie wyparował, nie zostawiając ani śladu. Nad Cytadelą unosiła się krwawa łuna smogu. Miasto wymarło, pozostawiając jedynie bezpańskie samochody krążące po ulicach.
A może to jedynie pijackie zwidy?
еpa.пљ eмбpejcиc нjy текнoљoђc
A przynajmniej ich bramka esesmańska, bo strona główna to nawet DOCTYPE nie ma. Bramka się zgłasza jako XHTML 1.0 Transitional i (pomimo, że na stronie logowania nie pozamykali różnych tagów, np. br, img, itp.), to sam ekran wysyłania jest nawet valid. Przepełniałaby mnie głęboka radość i uchyliłbym im nieba, gdyby nie drobna usterka. Brakowało mi przyciska 'wyślij'. Okazało się, że blokuje mi go AdBlock, bo bardzo sprytnie umieszczono go w katalogu 'sponsored-www', który widnieje na liście blokowanych. Czyżby to sposób ich walki z AdBlockiem w imię migoczących reklam?
Brakuje mi opcji "whitelist".
Poprawka: Już mi nie brakuje - AdBlock Plus ma szcześliwie taką opcję. Co prawda wykrywa też menu strony jako div z reklamami, ale menu mi u nich niepotrzebne.
tytuł notki to 'era.pl embraces new technologies'