.. i o ludziach

Z pomocą przypadkowo poznanego Polaka, który studiował na Universidad de Beira Interior w zeszłym roku, poznaliśmy dwóch miejscowych. Jeden posługiwał się niezbyt biegle (na granicy możliwej komunikacji) angielskim, drugi natomiast bardzo dobrze angielskim i całkiem dobrze polskim, co nas wielce zaskoczyło. Później okazało się, że studiował on rok na Politechnice Białostockiej i stąd ta niespotykana umiejętność.

Chłopaki owe portugalskie zaskakują nas co chwila. Znamy ich niecały tydzień, a byliśmy na dwóch obiadach, jeśli można nazwać tak posiłek spozywany po 22. Chociaż trzeba przyznać, iż menu było typowo obiadowe, oraz, jak mówili, typowo portugalskie, doskonale przyrządzone na dodatek. Ale ja nie o tym chciałem, to był pierwszy raz kiedy spotkałem się z takim równie miłym co bezinteresownym gestem. Bo jedyne co możemy zaoferować w zamian to zaznajomienie ich z sokratesowymi studentkami. Chociaż, muszę przyznać, przemknęło nam przez myśl, że to po prostu geje i przy pierwszym zaproszeniu na obiad mieliśmy się solidnie na baczności. Cały czas pilnowaliśmy dróg ewentualnej ucieczki i uważaliśmy na każdy ich ruch. Ale później okazało się, że do homoseksualistów im daleko i atmosfera się oczyściła.

Po którymś kolejnym piwie dowiedzieliśmy się również, że "Mój dom, to wasz dom. Jak jestescie przyjaciółmi Luisa, to jesteście moimi przyjaciółmi." A potem, jak impreza kończyła się nad ranem, to zaoferował się odwieźć nas do naszego lokum. Trochę pijany (5, może 6 ich piw) i spalony (parę blantów tam krążyło) usiadł za kierownicą i pomknął czym prędzej wąskimi i krętymi uliczkami miasta, ryzykując zatrzymaniem na 48 godzin, grzywną i utratą prawa jazdy.

Tacy to fajni ludzie, ot co! I jacy gościnni!


O wpisie