kilka słów o piwie

Piwa tutaj wielu rodzajów nie ma. To nie Polska, gdzie w każdym większym mieście stoi jakiś browar. Tutaj są 4 liczące marki, z których na razie spróbowałem dwóch - Sagres i SuperBock.

Sagres spotkałem w dwóch odmianach, zwykłe, jasne piwo i Bohemia - nie całkiem ciemne, ale raczej takie bursztynowe, trochę słodsze, mocniejsze (6,2%alk). SuperBock natomiast występuje w trzech kolorach. Zielony - wypisz-wymaluj nasz dawny (nie wiem czy jeszcze istnieje) Cooler, reklamowany przez Czarka Pazurę. Czerwony - typowy, jasny, najczęściej zamawiany. Czarny - znowu klon polskiego trunku, tym razem Okocim Palone, bardzo duże podobieństwo.

Piwo w knajpach i kafejkach pija się w małych szklankach 0,2 (cerveja copo), praktycznie nigdy nie spotyka się, żeby ktoś pił lany trunek (finto) w tzw. dużej szklance (cerveja grande). Dużej, - to znaczy 0,33 litra. Na początku dziwnie się czułem trzymając piwo w takiej malutkiej szklance zamiast porządnego kufla, jak pan bóg przykazał. Po kilku dniach zacząłem jednak doceniać jej zalety i zauważać jej wpływ na sposób picia.

Tutaj piwo pije się wolniej. W Polsce byłoby to o tyle trudne, że pijąc wolno narażamy się na wygazowaną już końcówkę. W przypadku szklanek o ponad połowę mniejszych nie ma już tego ryzyka. Poza tym, Portugalczycy nie trzymają piwa w ręce. Tak jak u nas czasem można napotkać w knajpach prawdziwie męskich osobników z 0,5 litra spienionego złocistego napoju w garści, to projekcja własnej męskości i zajebistości przez ekspozycję spożywanego alkoholu w przypadku malutkiej, możnaby rzec - damskiej, szklanki jest wielce utrudniona.

I jeszcze dwa zdania o knajpach. Prawdopodobnie następujące spostrzeżenia mogą być jedynie specyfiką małej miejscowości, ale nadal były dla mnie czymś nowym. Knajpy wyglądają równie na kawiarnie, co na typowe pijalnie piwa, gdyż oba napoje zwykle są spożywane z równą częstotliwością. Spotkałem się nawet ze sceną jak kilka osób opuściło imprezę tuż przed drugą, bo o drugiej zamykali knajpę naprzeciwko, a było to najbliższe miejsce do zaopatrzenia się w wielce lubiany złocisty trunek. Po wejściu jednakże nie ograniczyli się do zakupu zapasów, ale również zamówili kawę (o kawie tutejszej możnaby wiele pisać, ja jednakże się na niej nie znam w ogóle), chwycili za gazety i, jakby to była pora śniadania lub lanczu, spokojnie popijali dyskutując o przeczytanych wiadomościach sportowych. Po wypiciu ostatniej kropli szybko odrzucili gazety, chwycili piwa i wrócili do miejsca zabawy niezbyt hucznej, ale niemniej jednak wesołej.

dodatek - piłem również doskonałe BergAdler z miejscowego Lidla, ale w zaden sposób nie można go nazwać piwem portugalskim.


O wpisie