Bacalhau, czyli wykładziny spożywcze
Pierwszym narodowym daniem portugalczyków, na jakie się natknąłem jest bacalhau
, czyli po naszemu dorsz. Jest on przyrządzany na setki sposobów - mi szczególnie przypadła do gustu wersja suszona i obkładana solą, jak w prymitywnych plemionach. Tak przyrządzone dorsze w hipermarkecie zamiast leżeć w lodzie, wraz z innymi swoimi pływającymi (kiedyś) kolegami, był ułożony na europalecie w stosik wysokości półtora metra i wyglądał jak stos starych dywanów. W dotyku podobnie. Jedyna różnica, że na tyle sztywny, że można by było nim urządzać honorowe pojedynki, bo akurat tak po wysuszeniu kształtem przypomina maczetę. A ja myślałem, że taniec z policzkowaniem się rybami w Monty Pythonie był dziwny.
Jeszcze nie skosztowałem tego specjału, ale myślę że to tylko kwestia kilku dni, aby ta wersja pojawiła się w studenckiej stołówce. Czekam z niecierpliwością.
In other news, ja to mam szczęście - akurat jak wziąłem aparat z domu, to trafiłem na rowerowe zawody downhillowe krętymi i wąskimi uliczkami miasta. Skakanie przez samochody, zjazdy po schodach, zakręty prawie o 180 stopni - Covilha była chyba zaprojektowana wieki temu z myślą o takiej właśnie imprezie.
O wpisie
- Dodano:
- 11 września 2005, 16:23
- Kategorie:
- Portugalia
Dodaj komentarz
przeskocz do formularza