Covilha - wełniane tkaniny i codzienny targ.
Jedyną informacją, jaką znalazłem w przewodniku o mieście gdzie mi przyjdzie spędzić prawie rok było, że codziennie odbywa się tu targ, a miasto słynie z wyrobów z tekstylnych z jakiegoś specjalnego rodzaju wełny. Targu nie widziałem, a tekstyliów już nie ma. "Jak weszli do Unii Europejskiej, to wszyscy pobankrutowali. A żeby budynki fabryczne nie stały puste, to zrobili w nich uniwersytet.
" A pewnie, żeby był ktoś komu by chciało się chodzić na zajęcia, to ściągają studentów z zagranicy.
Jak już zdążyłem napomknąć, Portugalczycy nie lubią się przemęczać. Na przykład odnawiając budynki, duża część domów w mieście (a przynajmniej w centrum) wygląda jak zniszczone kamienice z okolic Jeżyc, bądź Wildy. Można niektórym nawet zajrzeć do środka przez dziury w dachu, który się zapadł do środka. Są też domy o jedynie 3 ścianach - tych, z którymi łagodniej obszedł się czas.
Poza tym, jak na takie małe miasto, gdzie wszędzie można dojść pieszo, jest zaskakująco duży ruch samochodowy. Chociaż jest może na to wytłumaczenie - jeżdżą samochodami, bo po mieście się czasem ciężko chodzi. Chodniki, na których zmieściły by się obok siebie dwie osoby należą do rzadkości, na niektórych ulicach w ogóle nie ma takowych - z jednej strony ściana kamienicy, z drugiej mur, po bokach tylko wąskie rynsztoki, a środkiem ulica.
A co do sposobu jazdy, to jest on taki jak reszta ich życia - niefrasobliwy. Byłem świadkiem sceny, gdzie kobieta jak zobaczyła, że musi stanąć, bo czerwone światło, to wysiadła z samochodu (zostawiając go na chodzie) i poszła do pobliskiej apteki. Wróciła dopiero jak kierowcy przyblokowani przez nią (uliczka była na szerokość jedynei jednego samochodu) zaczęli trąbić. Ale i tak się nie spieszyła. W sumie, jedno było dziwne w tej scenie - że chciało im się w ogóle na klakson naciskać. Albo, że ona światła respektuje.
O wpisie
- Dodano:
- 10 września 2005, 16:20
- Kategorie:
- Portugalia
Dodaj komentarz
przeskocz do formularza