*plonk*

Rozmowa z urzędnikiem skarbowym:
- Kurwa!
- Do petentów też tak mówisz?
- Nie zawsze. Jak zadzwoni facet to czasem 'chuj'.

Dzisiaj zmieniłem zdanie o urzędnikach państwowych z "To wszystko pewnie tak długo/dziwnie/bezsensownie idzie, bo im się nie chce" na "Już wiem, że wszystko tak długo/dziwnie/bezsensownie idzie, bo im się nie chce". Wyjątek: ostatnie dwie wizyty w NFZ. Cóż to była za profesjonalna obsługa..

In other news, kolejne starcie ja z moim rowerem przeciwko potworom drogowym. Prawie mnie dzisiaj potrąciło czarne SUV, które postanowiło akurat zawrócić. Spodziewałem się tego i specjalnie wyjechałem na środek pasa, żeby mnie musiał zobaczyć, oraz żeby dało się go wyminąć, bo bardzo skutecznie stając w poprzek zablokował prawą połówkę pasa. I chyba mnie zobaczył. Bo ruszył dokładnie w chwili jak miałem mu przejeżdżać przed maską. Zaskoczenie mnie w takiej sytuacji jakimś dziwnym manewrem było naprawdę trudne, bo podejrzliwy jestem co do działań kierowców, ale jednak dał radę - prawdziwy as kierownicy. Przy okazji okazało się, że mam dobry refleks - reakcja kierownicą nastąpiła równocześnie z wiązanką pod adresem kierowcy.

Pierdolę, nie robię prawa jazdy aż polskie ulice staną się cywilizowanym miejscem rządzonym zdrowym rozsądkiem, a nie sztywnym kodeksem drogowym (czyt. "nigdy", lub "aż nie zmienię zdania"). Nie to, żeby rowerem się jeździło bezpieczniej i przyjemniej. Ale przynajmniej mandaty są niższe i wiem, że każdy próbuje mnie rozjechać.

prywata | 30 sierpnia 2005 | 3 komentarze

wsiąść do pociągu byle jakiego

Bilet turystyczny w PKP rządzi. Oglądanie fajerwerków przy koncercie Żara, przy piwku w starej, spalonej rzeźni też. Oglądanie stoczni gdańskiej dzień później jeszcze bardziej. 5 godzin dzielenia przedziału z rugbistami też zapamiętam.

prywata | 29 sierpnia 2005 | Dodaj komentarz

wszystkie Rysie to porządne chłopy.. zaiste?

"Czas surferów" to film zaskakujący. Dla niektórych wydaje się zaskakująco dobry (porównując do recenzji jakie otrzymał), a dla mnie wydał się zaskakująco zły. Przecież fabuła była fajna, scenerie dobre (zwłaszcza Poznań ;). Po co te chwyty z 'amatorską kamerą', które dały efekt 'kiepskiej kopii'. Niektórzy aktorzy grali doskonale, vide Michał Nowaczyk (Kozioł), albo naturalny w swojej roli osiedlowego dresa Krzysztof Skarbiński (Fifi). Ale Rysiu mi strasznie działał na nerwy. Raz, że postać zbyt przerysowana, dwa że dialogi mógłby mieć lepsze, a trzy że po prostu kiepsko grał - nieprzekonywująco, nienaturalnie. Aż liczyłem, że na koniec gangsterzy mu spuszczą zasłużony wpierdol.

Ale dzięki niemu wpadłem na pomysł ciekawego ficzera do odtwarzaczy DVD. Możliwość blokowania pojedynczych aktorów. Nagrywać dźwięk dla każdego osobno, żeby widz mógłby któregoś z nich wyłączyć (czyt. Rysia). Bardzo bym to dzisiaj docenił.

In other news, mimo iż nie przeprowadzałem się, nie mieszkam już przy ulicy, ale alei. I to nie byle jakiej, bo "Solidarności". Cała uroczystość była, flagi pozawieszali i nawet tablicę pamiątkową dali. Tak żeby niesmak pozostał, bo na tablicy błąd ortograficzny.

film | 26 sierpnia 2005 | 2 komentarze

argument za karą śmierci?

Miałem genialny sen. Zostałem skazany na śmierć przez rząd Indochin (a może to były Filipiny) i wyrok wykonano. I to był dopiero początek. Znaczy, wyrok był wykonywany przez wewnętrzną eksplozję skazanego. Zostałem namówiony (nie zmuszony - do niczego mnie nie zmuszali w tym śnie, jakoś czułem, że na karę zasłużyłem i powinienem z nimi współpracować - wystarczyło mnie poprosić) do zjedzenia kleiku z zawartością materiału wybuchowego. Później wystarczyło połknąć odpowiedni cukierek sypiący iskrami i po sprawie. Znaczy, po mnie.

Miałem dwóch towarzyszy, jeden zjadł za mało kleiku i wybuch mu tylko uszkodził organy wewnętrzne, zamiast rozerwać całego i biedak dogorywał plując krwią. Na ten widok wzrósł mi apetyt. Problem pojawił się w momencie połykania cukierka. Odrzucało mnie od niego i nie mogłem się sam do tego zmusić. Szczęśliwie mój drugi towarzysz losu - fanatyk palenia, przekonał strażników (w sumie bez problemu, oni byli bardzo spolegliwi), że jak będzie palił papierosy to efekt będzie ten sam. Mi też to bardziej odpowiadało, więc poszedłem za jego przykładem. I wtedy zaczęła się główna część snu. Dostaliśmy paczkę fajek i wypuszczono nas z więzienia.

Pogodzony z nieuchronną śmiercią (choć pomyślałem o ucieczce, nie przeczę, ale zaraz później przyszło mi do głowy, że byłaby ona nie fair w stosunku do strażników, którzy mi zaufali, że wykonam karę. oczywiście, że w takich warunkach nie mogę uciec. zwłaszcza jak na karę zasłużyłem. nieważne, że nie pamiętam czym), spaceruję po ogrodzie i spotykam znajomych i rodzinę, z którymi czynię ostatnie ustalenia. Nie takie dotyczące pogrzebu i podobnych przyziemnych spraw. Rozliczam się z przeszłości, wspominam, przepraszam, dziękuję. Niesamowicie fajne uczucie to było - akceptacja nieuchronnego i spokojne rozmowy. Nie mogło się wydarzyć nic, co miałoby mnie wytrącić z równowagi. I uczucie paraliżującego strachu przy każdym zaciągnięciu się papierosem. Stymulujące.

Nie wybuchłem do końca snu.


Po obudzeniu pierwsze co zrobiłem, to zacząłem się rozglądać, gdzie położyłem fajki. A ja nie palę.

prywata | 22 sierpnia 2005 | 2 komentarze

rękopis znaleziony w Beskidach

Jest moment w życiu, kiedy zaczyna się kwestionować wszystko, nawet obecne w kompie od zawsze (a nie zawsze legalnie zdobyte) Windowsy. (...)

Oczywiście ściągnięcie całkowitej wersji z sieci zajmuje sporo czasu i wymaga potem pewnych zdolności związanych z nagrywaniem płyt i instalacją, więc rozwiązaniem dla osób mniej technicznych jest zakupienie danej dystrybucji wwersji gotowej do instalacji - na jednej lub kilku płytach CD lub jednej płycie DVD. (..)

Jeśli w Windowsach zawsze przeszkadzało Ci, że nic nie dzieje się tak, jak w filmie "Hakerzy" z boską Angeliną Jolie, teraz możesz skłonić system do takiego wyglądu i takiego działania. Wystarczy zainstalować odpowiednie oprogramowanie.

[źródło - Popcorn, nr 2 / luty 2005]

Czy to znaczy, że teraz rasowe 16-tki będą lecieć na kolesi z pingwinem zamiast beemki?

varia | 15 sierpnia 2005 | 1 komentarz