Open Source Mindset

Artykuł Open Source Sex zareklamowany u jajcusia okazał się nawet bardzo ciekawy. Po dość zaskakującym wstępie (rozmowy o apache'u w trakcie orgii) rozwinął się w ciekawym kierunku. Otóż autorka pisze, że predyspozycje wielbicieli Free/Libre/Open Software i ich otwartość na nowe pomysły rozszerza się daleko poza granice szeroko pojętych zastosowań informatycznych. Twierdzi ona bowiem, że charakteryzujący ich niebanalny sposób myślenia implikuje również szersze horyzonte myślowe i mniejsze przywiązanie do tradycyjnych wartości.

Oczywiście autorka zauważa, że to tylko pewien trend, który zaobserwowała i bynajmniej nie odnosi się do wszystkich w tej społeczności. Daleka też jest od stwierdzenia goszczącego często na różnych listach 'advocacy' - 'open source makes you gay'. Sprawę seksualnych preferencji w grupach użytkowników linuksa pozostawię jako mnie nie zajmującą, ale zaciekawiło mnie coś innego - zdanie most free-software advocates will tell you that conventional wisdom is no wisdom at all.

Nie wiem czy to po prostu przypadkowe zbiegnięcie się w czasie faktu, że zacząłem myśleć sensownie i poznałem uroki otwartego softu, czy nie jest to w najmniejszym stopniu sprawa przypadku, ale od pewnego momentu zacząłem inaczej patrzeć nie tylko na użytkowanie/tworzenie programów i matematykę, ale również na inne dziedziny życia. Przeniesienie tego specyficznego sposobu myślenia pozwalało na łatwiejsze rozwiązywanie pewnych kwestii życia codziennego, które wcześniej sprawiały problemy. Nie mam tu na myśli jedynie złotej zasady RTFM. Chociażby kwestia odpowiedniego podejścia do problemu - jeśli nie jest on wymagającym wiedzy z dziedzin, które dla mnie stanowią ciemne głębiny oceanu niewiedzy, to przez rozbicie go na kolejne fazy (zrozumienie zasady działania, wychwycenie na którym etapie występuje nieprawidłowość w pracy, usunięcie uszkodzenia) mogę często w prosty i uporządkowany sposób go rozwiązać.

A wspomniany w artykule imperatyw moralny zmuszający do używania wolnego oprogramowania zacząłem odczuwać dopiero niedawno. Wcześniej po prostu stwierdzałem, że wygodniej jest ściągać rpm'y yastem 'na pełnym legalu' niż męczyć się z wyszukiwaniem na kazie, czy innym emulu pirackich wersji i cracków (i ściągać jeszcze raz pełną wersję, bo poprzednia okazała się pornolem z trzodą parzystokopytną). Teraz nawet jeśli ściągam w postaci rpma jakąś aplikację closed-source, albo instaluje komuś firewalla, który jest shareware to odczuwam pewien niesmak - uczuci 'coś nie jest tak jak być powinno'. Ciekawe czy tak właśnie wygląda nakaz moralny?

A o czym to ja właściwie chciałem? Chyba nie wiem, zgubiłem wątek i to kolejny dziwny strumień świadomości. Najwyrażniej kiepski ze mnie nokturianin (dla purystów językowych - nocnik).


O wpisie