Nienawidzę ludzi o alignment: lawful - evil

Trafiwszy na pewien zaliczeniowy projekt strony internetowej Atmosferus utwierdziłem się, że akademie ekonomiczne i pokrewne to wylęgarnie wszelkiego zła na tym świecie. Pomysł rodem z Dilberta - firmy posiadające niewykorzystane limity emisji zanieczyszczeń wystawiają aukcję, żeby (po odpowiedniej opłacie rzecz jasna) emitować zanieczyszczenia firm, które już swoje limity wykorzystały, a chciałyby jeszcze podtruć środowisko. W końcu takie zezwolenie na emisję trujących gazów to doskonały zasób, którego grzech nie wykorzystać. Przecież póki emitujesz w ramach swoich limitów to nikomu to nie szkodzi, a trujący gaz zamienia się w różowe chmurki, na których ścigają się Muminki.

To już lepszy był projekt Realna kartka świąteczna. W skrócie to portal służacy do wysyłania kartek na święta. Wysyłasz esesmana na pewien płatny numer z adresem odbiorcy i treścią życzeń (choć to drugie pewnie nie jest konieczne), a w firmie już Ci etatowi pisarze odręcznie wypiszą kartkę, poliżą i przykleją znaczek i wrzucą do skrzynki. Idealne dla znajomych, którzy Cię nie obchodzą na tyle, że nie chce Ci się napisać do nich kartki raz w roku, ale z drugiej strony jesteś w stanie zapłacić 5,79 zł za to, żeby oni się nie dowiedzieli.

 

Nic tak nie czyni Polaka mężczyzną jak Zastava po tuningu

Czy wszyscy posiadacze pomarańczowo-czarnych zastaw po wiejskim tuningu mają tak przerośniętą ambicję, że nie mieści się ona w ich ponaddźwiękowym bolidzie? Bo w końcu trudno poczekać aż przejedzie kilka (chyba powyżej 200 - kiepski jestem w szacowaniu wielkości tłumów) rowerów. Ale agresja rodzi agresję.. znaczy - ambicja rodzi ambicję i kilka osób postawiło sobie za punkt honoru nie dać owemu rajdowcowi przewagi nad resztą uczestników ruchu drogowego. Kierowca skapitulował po dźwięku trąbki, który ktoś przez otwarte okno prawie przyłożył mu do ucha.

Czytaj - podobało mi się na masie krytycznej.

 

Open Source Mindset

Artykuł Open Source Sex zareklamowany u jajcusia okazał się nawet bardzo ciekawy. Po dość zaskakującym wstępie (rozmowy o apache'u w trakcie orgii) rozwinął się w ciekawym kierunku. Otóż autorka pisze, że predyspozycje wielbicieli Free/Libre/Open Software i ich otwartość na nowe pomysły rozszerza się daleko poza granice szeroko pojętych zastosowań informatycznych. Twierdzi ona bowiem, że charakteryzujący ich niebanalny sposób myślenia implikuje również szersze horyzonte myślowe i mniejsze przywiązanie do tradycyjnych wartości.

Oczywiście autorka zauważa, że to tylko pewien trend, który zaobserwowała i bynajmniej nie odnosi się do wszystkich w tej społeczności. Daleka też jest od stwierdzenia goszczącego często na różnych listach 'advocacy' - 'open source makes you gay'. Sprawę seksualnych preferencji w grupach użytkowników linuksa pozostawię jako mnie nie zajmującą, ale zaciekawiło mnie coś innego - zdanie most free-software advocates will tell you that conventional wisdom is no wisdom at all.

Nie wiem czy to po prostu przypadkowe zbiegnięcie się w czasie faktu, że zacząłem myśleć sensownie i poznałem uroki otwartego softu, czy nie jest to w najmniejszym stopniu sprawa przypadku, ale od pewnego momentu zacząłem inaczej patrzeć nie tylko na użytkowanie/tworzenie programów i matematykę, ale również na inne dziedziny życia. Przeniesienie tego specyficznego sposobu myślenia pozwalało na łatwiejsze rozwiązywanie pewnych kwestii życia codziennego, które wcześniej sprawiały problemy. Nie mam tu na myśli jedynie złotej zasady RTFM. Chociażby kwestia odpowiedniego podejścia do problemu - jeśli nie jest on wymagającym wiedzy z dziedzin, które dla mnie stanowią ciemne głębiny oceanu niewiedzy, to przez rozbicie go na kolejne fazy (zrozumienie zasady działania, wychwycenie na którym etapie występuje nieprawidłowość w pracy, usunięcie uszkodzenia) mogę często w prosty i uporządkowany sposób go rozwiązać.

A wspomniany w artykule imperatyw moralny zmuszający do używania wolnego oprogramowania zacząłem odczuwać dopiero niedawno. Wcześniej po prostu stwierdzałem, że wygodniej jest ściągać rpm'y yastem 'na pełnym legalu' niż męczyć się z wyszukiwaniem na kazie, czy innym emulu pirackich wersji i cracków (i ściągać jeszcze raz pełną wersję, bo poprzednia okazała się pornolem z trzodą parzystokopytną). Teraz nawet jeśli ściągam w postaci rpma jakąś aplikację closed-source, albo instaluje komuś firewalla, który jest shareware to odczuwam pewien niesmak - uczuci 'coś nie jest tak jak być powinno'. Ciekawe czy tak właśnie wygląda nakaz moralny?

A o czym to ja właściwie chciałem? Chyba nie wiem, zgubiłem wątek i to kolejny dziwny strumień świadomości. Najwyrażniej kiepski ze mnie nokturianin (dla purystów językowych - nocnik).

 

Zemsta Semithów

Z właściwą sobie przenikliwością i doborem sensownych argumentów pani Maja Staniszewska w swojej recenzji Gwiezdna chała przekonała mnie, że nie istnieje coś takiego jak obiektywne recenzje filmów. Pani recenzent się nie podobało i podała kilka powodów, dla których uważa, że to beznadziejny film. A mi się podobało i mógłbym pisać o poetyce tej basniowej opowieści, o monumentalnych scenach, itd. Byłaby to tak samo prawda jak cała recenzja pani Staniszewskiej. Tyle, że równie niewiele by mówiło potencjalnemu widzowi.

W sumie takie recenzje możnaby streścić do krótkiego '(nie) podobało mi się' i pominąć to całe uzasadnienie jak, po co i dlaczego. Są wielbiciele alternatywnego kina bułgarskiego, miłośnicy anime i fani brazylijsko-wenezuelskich sag, więc bez znajomosci gustów recenzenta jego zdanie jest prawie bezwartościowe. I znowu dochodze do wniosku, żeby nie słuchać tego co w mediach, bo nie wiadomo kto to pisze/czyta/wygłasza.

Gdzieś czytałem, że media informują jedynie o tym jak niektórzy by chcieli, żeby był ukształtowany powszechny światopogląd. W sumie samo to jest dość sensownym powodem do zapoznania się z nimi ;)

 

Hiszpański totalitaryzm (nie o kraju Basków, ale o mackach MPAA i obrońców 'praw autorskich')

Jak twierdzi pewien artykuł w Hiszpanii dzieją się dziwne rzeczy. Wykładowca na uniwersytecie/polibudzie został zwolniony za wygloszony wykład o tym jak legalnie korzystać z sieci P2P i w glorii prawa wykorzystywać umieszczane tam materiały chronione prawem autorskim. Wiadomo, że informacja to zagrożenie władzy, ale bez przesady..

Ale informacja rozpowszechniona, wyrzucili wykładowcę po fakcie. Wykład wygłosił, choć ze względu na trzykrotne odmowy dziekana nie na sali konferencyjnej, ale w stołówce. Co jednak nie przeszkadzało 150 osobom w słuchaniu go przez 5 godzin.

A oto co o tym pisze sam główny zainteresowany - Jorge Cortell.