do Europy nadal daleko, ale do japońskich turystów coraz bliżej

Udział w tradycyjnym wielkanocnym święceniu potraw przyniósł ciekawą obserwację. Z chwilą gdy wyszedł ksiądz i zaczął modlitwę jedna z biorących udział w ceremonii wyjęła aparat cyfrowy i zaczęła kręcić film z kapłanem w roli głównej (albo wyjątkowo długo kadrowała zdjęcie). Później, gdy główny bohater rozpoczął wędrówke po kościele to błysnęło jeszcze kika fleszy z różnych stron.

Czy ci ludzie tak rzadko bywaja w kościele, że musieli zrobić zdjęcia, żeby to upamiętnić lub zapamiętać jak wygląda wewnątrz? A może chcieli udokumentować umierające tradycje ludowe?

Niezależnie od powodu.. Smutno mi, Boże!

A ja nawet nie o tym chciałem. Wyobraziłem sobie jakie to mogą wyjść efekty. Kiepski flesz, duże pomieszczenie, obiekt też nie jakiś specjalny, kadrów ciekawych nie widziałem żeby ktokolwiek szukał. Jednak fakt, że każde naciśnięcie migawki kosztuje powodował zwykle chwilę zastanowienia u użytkowników analogów. A z cyfrówką nie ma problemu - naciskasz raz za razem. A to, że dobre zdjęcie wymaga chwili zastanowienia jakoś umyka. Podobnie jak znikają te dobre zdjęcia.

Teraz rozumiem dlaczego z chwilą wejścia fotografii kolorowej, gdy ludzie zaczęli masowo upamiętniać swoje wakacje i nie tylko, wielbiciele fotografii czarno-białej patrzyli na to ze smutkiem. Tak jak ja dzisiaj.


O wpisie