Na górze róże, na dole fiołki, ssij pałę, szmato!

Drobna reminiscencja z minionych 24 godzin, tzn. 14 lutego.

W tym dniu nie przeszkadza mi „komercyjność, sztuczność i zakłamanie” tego święta i wszędobylskie serduszka i walentynki. Jak kogoś to bawi, to prosze bardzo, niech szaleje - w końcu taki dzień raz do roku. Denerwują mnie natomiast narzekania „ale to święto beznadziejne, po co je ludzie obchodzą…”. Nie obchodzi Cię to święto - nie obchodź i Ty jego. Ale epatowanie (owszem, niegdyś oryginalnymi, ale teraz już kompletnie oklepanymi i nudnymi) hasłami w stylu „walę tynki” i ich kolejnymi pochodnymi ani nie czyni Cię oryginalnym, ani interesującym, ani bezkompromisowym, ani niezależnym. A przede wszystkim nie stawia Cię ponad tym durnym tłumem, nad tą hołotą, która jest na tyle durna (albo po prostu wesoła i potrafiąca się cieszyć nawet z takich importowanych świąt) aby dać się porwać tej świątecznej gorączce. Po prostu STFU.

A poza tym, szacunek dla osób tradycyjnie obchodzących święto Kupały. Będę musiał też kiedyś o tym pomyśleć. Może być ciekawie.

ps - Sponsorem tytułu jest notka GJG.


O wpisie